Piekło w szkolnej ławce

Piekło w szkolnej ławce

W szkole uchodziłam za osobę średnio lubianą, z racji tego że dobrze się uczyłam. Wiadomo kujony zawsze miały gorzej w klasie. Ja prawie nigdy nie dawałam ściągać czy to na kartkówkach czy sprawdzianach. Uważałam, że skoro ktoś się nie przygotował to dlaczego ma dostać moim kosztem dobrą ocenę. Przez taką postawę praktycznie przez cały okres podstawówki nie miałam żadnych bliższych koleżanek. 

Gdy poszłam do szkoły średniej byłam zadowolona. Nowa szkoła, nowi znajomi, przyjaciółki. W klasie szybko zauważyli, dobrze się uczę i wiadomo każdy potem przychodził do mnie spisać jakieś zadania domowe. Dawałam im delikatnie do zrozumienia, że muszą zacząć sami pracować na własny rachunek a nie spisywać wiecznie ode mnie. Mi nikt nie dawał spisywać ja sama musiałam wszystko robić i nie oczekiwałam od kogoś czego za darmo.

Kiedy w końcu jasno i stanowczo zakomunikowałam, że nie będę już im pomagała zaczęło się moje 4 letnie piekło. Wszyscy ze mnie szydzili przezywali, robili mi głupie kawały. Często wychodziła, ze szkoły z płaczem. Rzeczy jakie mi robili były straszne. Wrzucali plecak do śmieci, targali zeszyty. Kiedyś do plecaka wrzucili mi chyba psią kupę, wyzywali na przerwach, brudzili moją ławkę i krzesło, na ścianach w ubikacji wypisywali o mnie wulgarne teksty. Gdy nauczycielki pytały co mi jest ja nie chciałam rozmawiać. Byłam osobą mało wylewną, rzadko zwierzałam się ze swoich problemów. Przez 4 lata uzbierała się tego. 

Poziom mojego stresu przed pójściem do szkoły sięgał zenitu. Bałam się wyjść z domu, miałam, lęki, po kryjomu faszerowałam się lekami uspokajającymi. Czasami szłam na wagary, żeby tylko nie iść na zajęcia. Prawie nabawiłam się wrzodów. Z czasem moje oceny się pogorszyły, ciągle myślała o tym co mi zrobią następnego dnia. Rozmowy z rodzicami nic nie dawały bo ja milczałam, udawałam, że wszytko jest w porządku, że jestem przemęczona i dlatego mam gorsze oceny.

Pewnego dnia nie wytrzymałam, wzięłam całe opakowanie tabletek przeciwbólowych aby załagodzić ból mojej duszy. Obudziłam się na drugi dzień w szpitalnym łóżku. Obok siedzieli moi zmartwieni rodzice i siostra. W tym momencie coś we mnie pękło. Opowiedziałam co mnie spotyka co dziennie w szkole z czym muszę się zmagać. Po moim wyznaniu do szpitala przyjechała wychowawczyni i pedagog. 

Po długiej rozmowie nauczycieli stanowczo stwierdziły, że zajmą się tą sprawą. Osoby które mi dokuczały zostały zawieszone na jakiś czas ale nie usunięte ze szkoły. Po jakiś czasie i tak wróciły do szkoły. Nie było tego co kiedyś ale tak czułam ich oddech na plecach. Z utęsknieniem czekałam, na ostatnią klasę maturalną. Wiedziałam, że moja udręka wreszcie się skończy. 

Po maturze nie wybierałam się na studia. Bałam się nowego otoczenia, tego, że zostanę już kompletnie zgnojona. Postanowiłam zrezygnować. Jestem osobą przed 30 nie mam faceta, tak naprawdę nigdy nie miałam żadnego poważnego. Boję odrzucenia, lęk oraz trauma jaką przeszłam paraliżuje mnie. Nie mogę tego zostawić za sobą, nie mogę zapomnieć. Czuję, że te złe wspomnienia zawładnęły moją osobą. Chciałbym założyć rodzinę, mieć dzieci ale boję się odrzucenia. Rodzice często powtarzają mi abym dała komuś szansę, że nie wszyscy są tacy sami ale ja nie mogę. Gdy ktoś się do mnie zbliży ja uciekam. Nawet gdy ktoś ma dobre intencje ja z góry go skreślam. Czuję, że jestem do niczego, że polegałam w tej kwestii….