Śmierć córeczki

Śmierć córeczki

Justynka była planowanym dzieckiem. Na wieść o tym, że jestem w ciąży strasznie się z mężem ucieszyłam, gdyż przez 2 lata próbowałam zajść w ciążę i nic. Po urodzeniu dostała 10 punktów. Niby wszytko było oki ale ja zauważyłam, że dzieje się coś nie dobrego. Justynka nie chciała jeść.

Kiedy zgłaszałam to lekarzom i pielęgniarkom mówili, że to normalne. Z czasem zaczęły jej puchnąć nóżki. Oczywiście lekarze mówili, że to normalne. W szpitalu trzymali nas 4 dni. W domu była zaledwie 3. Kiedy trafiła następnego dnia do szpitala okazała się, że ma SEPSE!!!.

W szpitalu okazało się, że dziecko zaraziło się paciorkowcem, gdyby przy porodzie podali jej antybiotyk żyła by do tej pory. Moja córeczka żyła 14 dni. Lekarze walczyli o jej życie przez 7, niestety bezskutecznie. Świat mi się zawalił, jestem w kompletnej rozsypce. Rodzinna próbuje mnie pocieszyć ale do mnie to i tak nie dociera. Chce mieć jeszcze jedno dziecko ale nie wiem czy w ogóle jeszcze będę mogła zajść w ciążę. Czy ktoś miał już taka sytuacje kiedyś? I ma dziecko?