Ucieczka ze slumsów

Ucieczka ze slumsów

Pierwszą loterią z jaką się spotykamy w naszym życiu, to rodzina, w której się rodzimy. I tu bywa bardzo różniście. Jedni wygrywają los na loterii i ich życie to jedna wielka bajka. Inni rodzą się w takiej rodzinie jak ja i muszą walczyć o przetrwanie i mierzyć się z szyderstwami ze strony tych w czepku urodzonych. Ale ja jestem żywym dowodem na to, że można osiągnąć coś nawet jeśli wywodzi się z tych gorszych. 

Mówią, że dzieciństwo to najpiękniejszy okres w życiu. W każdym razie nie mój… Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, to ojciec śpiący na ledwo trzymającej się wersalce i matka z małym dzieckiem na rękach, a pod stołem butelki ułożone w równym rządku. Pamiętam też rozlatującą się kamienicę, w której mieszkaliśmy, tynk odpadający ze ścian i niecenzuralne napisy na klatce schodowej. Przegnite drzwi, smród, brud i ubóstwo. To i tak są te lepsze rzeczy, które pamiętam z domu. Głęboko w mojej pamięci zostały również kłótnie, bójki i alkohol, znajomi rodziców i imprezy. Jestem najstarsza z rodzeństwa, a wszystkich nas jest czterech, więc to ja głównie sprawowałam nad nimi opiekę. 

Inną rzeczą, która głęboko wryła się w moją psychikę, była szkoła. A właściwie inne dzieci. Wbrew pozorom, dzieci nie mają litości. Potrafią ranić dogłębnie, mimo, że czasem nieświadomie. Niestety ja miałam w szkole taką jedną dziewczynę, przywódczynię grupy “tych lepszych”. Od najmłodszych lat nie pozostawiali na mnie suchej nitki, ani odrobiny poczucia wartości. Korzystałam z każdej okazji, aby nie iść do szkoły. Stałam się jeszcze bardziej cicha i zamknięta w sobie niż byłam wcześniej. W szkole miałam problemy z nauką. Nauczyciele zaczęli się martwić, ale im bardziej na mnie naciskali tym bardziej byłam opryskliwa. Zaczęłam się zmieniać z tej cichej w typową gówniarę. Połączenie okresu dojrzewania z warunkami, w których się wychowywałam zrobiły swoje. Wpadłam w złe towarzystwo. Zaczęły się imprezy, alkohol i czasem nawet coś mocniejszego. Teraz tak myślę, że to był chyba mój sposób odreagowania na wszystko. Albo chciałam zwrócić na siebie uwagę rodziców… Oni totalnie się mną nie interesowali. Dla nich priorytetem była butelka na stole i fajki obok niej. A ja bardzo potrzebowałam kogoś, kto wyciągnąłby do mnie pomocną dłoń.

Kogoś, dla kogo byłabym ważna. Ja chciałam z tym wszystkim skończyć, ale jakoś nie miałam dla kogo. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że mam przecież jeszcze młodsze rodzeństwo, które pewnie czuje to samo co ja. Wtedy wzięłam się w garść. Potrafiłam z dnia na dzień przestać imprezować. Porzuciłam tamto towarzystwo i wzięłam się za siebie. Poczułam tam w środku takie uczucie dorosłości. Miałam osiemnaście lat i ledwo skończone gimnazjum. Postanowiłam wystąpić po pomoc socjalną, złapać jakąś pracę i skończyć jakąś zaoczną szkołę. Z pracą nie było zbyt łatwo, bo ktokolwiek spojrzał na moją przeszłość i wykształcenie, patrzył na mnie albo z pogardą, albo z politowaniem, ale odmawiał. Postanowiłam w końcu zatajać moją przeszłość, a szczególnie korzenie. Udało mi się zdobyć pracę jako kelnerka w jednym barze i całkiem nieźle mi tam szło. Niestety, gdy tylko moi rodzice dowiedzieli się o tym, że zarabiam i gdy dowiedzieli się gdzie, to zaczęli tam przychodzić. Na pewno nie trzeźwi. Ja naprawdę się bałam, że przez nich mnie wyrzucą, ale to ich wyrzucali z tego baru. Szef okazał się wyrozumiały i pozwolił mi zarabiać na moje wykształcenie. Udało mi się zdać maturę. Teraz nadszedł najgorszy moment. Musiałam wyjechać, aby zarobić na mieszkanie. Obiecałam mojemu rodzeństwu, że gdy wrócę to kupię mieszkanie i zabiorę ich do siebie. Tylko musieli wytrzymać ten czas w domu beze mnie. Ja wyjechałam do Niemiec, gdzie nie tylko zarobiłam, ale i języka się nauczyłam. Gdy wróciłam zrobiłam tak jak obiecałam. Kupiłam  mieszkanie i starałam się o przyznanie opieki nad rodzeństwem. Po wielkiej bitwie dostałam ich i teraz mieszkają ze mną, choć dwa lata młodszy ode mnie Kuba już rozgląda się za swoim gniazdkiem. 

Ja pracuję na kilka frontów, bo jestem zarówno tłumaczką języka niemieckiego, przewodnikiem w języku niemieckim tak i kierowniczką baru. Udało mi się wyjść z bagna. Bo nie jest powiedziane, że zawszę się stajemy tacy jak nasi rodzice. Wystarczy silna wola, obrany cel i można to zdobyć. Grunt to wierzyć w siebie i nie dawać za wygraną. 
PS. Z rodzicami nie utrzymujemy bliższego kontaktu. Radzimy sobie świetnie bez nich. Dopiero teraz naprawdę czuję, że żyję :) 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+