Wpuściłam do domu pedofila

Wpuściłam do domu pedofila

Jak wiadomo, ścieżki życia bywają kręte, a samo życie nieprzewidywalne. Biorąc ślub nigdy bym nie pomyślała, że piętnaście lat później będę się rozwodzić. Tak samo jakaś osoba może nie być taką, za jaką ją uważamy. To wszystko nauczyło mnie, by nie ufać. A piszę to tu ku przestrodze. Nie można być zbyt ufnym…

Z mężem poznaliśmy się w szkole średniej. Wielka miłość. Wszyscy wokół uważali nas za parę idealną. I może na początku taką byliśmy. Pobraliśmy się zaraz po skończeniu technikum, po dwóch latach chodzenia wraz z okresem narzeczeństwa. Fakt, wcale nie dużo, ale byliśmy zakochani na zabój. Oczywiście na początku było pięknie. Po kilku miesiącach zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem, a kilka lat później pojawiło się kolejne. Tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę, dopóki mój mąż nie awansował. Pochłonął go wtedy wir pracy i z nami spędzał coraz mniej czasu. Gdy starałam się z nim o tym porozmawiać, wściekał się i wrzeszczał. Bardzo się zmienił, ale myślałam, że to przez stres w pracy. Coraz częściej wracał bardzo późno, a zdarzyło się nawet, że wcale się nie pojawiał. Po jakimś czasie zaczęłam mieć jakieś podejrzenia, które niestety okazały się prawdziwe. Mój mąż zdradzał mnie z jakąś swoją koleżanką z pracy. Jak się potem dowiedziałam, trwało to kilka miesięcy. Wyrzucałam sobie, że byłam ślepa i obiecywałam jednocześnie, że już nie będę taka naiwna. Nasze dzieci jakoś przeżyły nasz rozwód. Starsze przechodziło okres buntu, a i rozumiało wiele rzeczy, więc od razu zapowiedziało, że nie chce mieć z nim kontaktu. Nie chciałam, aby dzieci traciły z nim kontakt i żeby go nienawidziły, ale sam sobie na to zasłużył, tak obiektywnie patrząc. Moja młodsza córka miała dopiero niecałe siedem lat, więc ona nie rozumiejąc sytuacji bardzo tęskniła za ojcem, który rzecz jasna się wyniósł z domu. Pomyślałam, że po jakimś czasie jej przejdzie. Tak też się stało. Po kilku miesiącach nasze życie się unormowało i zaczęliśmy żyć na nowo. Mała widywała się czasem z ojcem. Ja natomiast zaczęłam widywać się z pewnym facetem…

Poznałam go w barze, kiedy byłyśmy tam z koleżankami na babskim wypadzie.  Gadka - szmatka i wymieniliśmy się numerami telefonów. Oczarował mnie po prostu. Jego głębokie, szare oczy powodowały u mnie ścisk żołądka. Gdy tak zaczęliśmy ze sobą pisać i spotykać się, czułam się jak nastolatka. Przeżywałam drugą młodość. Zapomniałam o moim postanowieniu względem zaufania. Przepadłam. Michał - bo tak ma na imię - miał dobrą pracę, wykształcenie i prezencję. Wydawało mi się, że znalazłam ideał. (Tak, to samo wydawało mi się przy moim byłym mężu…) Zaczął u mnie coraz częściej sypiać, aż w końcu wprowadził się do nas. Moja starsza córka nie przyjęła go z większym entuzjazmem. Była na etapie olewania wszystkiego, więc kolokwialnie mówiąc, miała “gdzieś” mojego nowego faceta. Z moją młodszą córką sytuacja malowała się nieco inaczej. Na początku bardzo się cieszyła, bo Michał miał świetne podejście do dzieci. Bawili się razem, nawet na spacery chodzili. Po jakimś czasie jednak zauważyłam, że coś się zmieniło. Martynka stała się jakaś przygaszona, rzadko wychodziła ze swojego pokoju i płakała po kątach. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Myślałam, że może jakiś nawrót rozpaczy związanej z rozwodem. Nie byłam przygotowana na to, co usłyszałam. 

Po wielu prośbach i naciskach na moją małą córeczkę wreszcie wyjawiła mi prawdę. Powiedziała mi, że Michał zamykał się z nią w pokoju, mówił jej brzydkie rzeczy i dotykał w różnych miejscach. Serce mi stanęło, gdy to usłyszałam. Facet, którego uważałam za ideał skrzywdził moją córeczkę. Popłakałam się i płakałyśmy tak razem dobre kilka minut. 

Każdy kolejny facet zawodzi mnie coraz bardziej. Ty razem przez moją ślepotę ucierpiała moja córka. Wydawał się taki porządny… To dowód na to, jak pozory mogą mylić. Już zawsze będę wściekła na siebie, że przez moją ślepotę psychika mojej córki już nigdy nie będzie taka sama. Może powinnam była coś zauważyć wcześniej… A tak wpuściłam pedofila do mego domu… Rzecz jasna zgłosiłam to na policję, ale najchętniej sama wymierzyłabym sprawiedliwość. Mogłoby to się jednak skończyć więzieniem dla mnie, więc postanowiłam, że policja i współwięźniowie muszą wystarczyć… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+