Zgwałcił mnie

Zgwałcił mnie

Zgwałcił mnie.....To chodzi za mną jak widmo. Widmo przeszłości, które często objawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Na terapii poradzono mi, abym wyrzuciła z siebie wszystko: złość, gniew, wszystkie myśli, ale mam problem z rozmową z ludźmi. Nie potrafię się otworzyć i szczerze o tym porozmawiać. Wszystkich, policję i psychologa dzielę suchymi faktami, a wszystkie odczucia, wizje i lęki pozostają głęboko w mojej głowie. Postanowiłam trochę z siebie wyrzucić tutaj, anonimowo, bo nikt nie będzie na mnie wywierał presji i powiem wszystko co chcę, a nie to co się stara ze mnie wyciągnąć.  

Minęło pół roku od tego zdarzenia. Choć ja mam to przed oczami jakby to było wczoraj. Byłam na parapetówce u znajomych, akurat przeprowadzili się do mojego miasta i postanowiliśmy to uczcić. Impreza odbywała się z piątku na sobotę, a sobotnim popołudniem miałam się wybrać do dziadków. Impreza spoko; posiedzieliśmy, pogadaliśmy, rzecz jasna trochę wypiliśmy. Ja autentycznie omijałam kolejki, bo wiedziałam, że mam słabszy dzień, więc sobie darowałam ostre imprezowanie. Około drugiej nad ranem postanowiłam zbierać się do domu, bo trzeba było odespać zanim pojadę do dziadków. Chcieli mnie odprowadzić, ale ja się uparłam, że dam radę sama, bo to niedaleko. Nie czułam strachu, nie miałam świadomości, co może mnie spotkać. Poszłam na autobus, ale spóźniłam się minutę. Następny był za piętnaście minut, więc postanowiłam ruszyć pieszo. Rodzice wam powtarzali, żeby nie wracać samotnie po nocy przez park? Mi też, ale w chwili gdy miałam te trochę alkoholu we krwi czułam się bezpieczna i niepokonana. Czyli po prostu zmysły i zdrowy rozsądek zostały przyćmione. 

Park nie jest dobrym miejscem na nocne przechadzki…

Pomyślałam, że są latarnie, więc nic nie powinno mnie zaskoczyć. Ruszyłam alejkami i z każdym krokiem zaczęłam żałować podjętej decyzji, ale nie chciało mi się wracać. Na każdym kroku cienie grały z moją wyobraźnią w kalambury. Zmysły zaczęły wracać i słyszałam każdy szelest. Chyba cały alkohol wyparował, a wraz z nim odwaga. Przyspieszyłam kroku, byłam już jakoś w połowie parku, gdy kątem oka zdołałam zobaczyć ruch, a po chwili piasek i żwir parkowej dróżki tuż przy twarzy. Zaczęłam się wyrywać i wrzeszczeć, ale dostałam kopniaka w żebra i momentalnie ucichłam. Potem wszystko działo się jakby przez sen, albo jakbym była w jakimś pieprzonym filmie. Czułam, że ten ktoś mnie wlecze po ziemi, taszczy przez jakieś chaszcze, czułam jak jakieś kolce roślin rozdzierają mi ubrania i drapią skórę. W mojej głowie kłębiły się wszelkiego rodzaju myśli, mój mózg pracował na pełnych obrotach, ale nie potrafiłam się wyrwać. Raz udało mi się go kopnąć mocno w twarz, ale tylko się bardziej rozwścieczył i ja poczułam jego pięść na mojej twarzy. Ale do teraz mam satysfakcję z tego kopniaka. Nie byłam w stanie zobaczyć jego twarzy, bo oprócz ciemności nocy ukrywał ją również kaptur. Gdy poczułam, że wdrapuje się na mnie uświadomiłam sobie, że jestem zgubiona. On ważył z dziewięćdziesiąt kilo, a ja jestem drobnej postury. Znowu zaczęłam krzyczeć, ale wtedy jedną ręką zakrył mi usta, a drugą zaczął ściągać mi spodnie. Wyczuwałam jego frustrację tym, że nie szło mu najlepiej. Nie przewidział jak ciężko zdjąć jedną ręką dosyć obcisłe jeansy. Jeszcze osobie, która się wierci i wyrywa. Jednak upust tej frustracji dał zaraz po tym, jak poradził sobie ze spodniami i bielizną. Czułam te jego okropne łapska na mojej skórze…

Czytaj też: Pigułka gwałtu

Wiedziałam, co się zaraz stanie...Nie chciałam dawać za wygraną, ale już nie miałam siły walczyć. Moje nogi w rozkroku trzymał swoimi nogami, jedną rękę trzymał wciąż na moich ustach, a drugą przytrzymywał moje ręce, abym mu oczu nie wydrapała. I nastał ten najstraszniejszy moment. Ten moment, gdy poczułam ten przeszywający ból tam na dole. Czułam się jak pruty materiał. Uświadomiłam sobie, że płaczę… Nie wiedziałam tylko czy z bólu czy bezsilności. Starałam się odłączyć jakoś od tego, wyłączyć psychicznie, cokolwiek, ale nie dało się tak. Nagle przyszedł promyk nadziei. Wyczułam, że obsunęła mu się dłoń na moich ustach i miałam dobry dostęp, aby go ugryźć. Tak więc zrobiłam; ugryzłam go z taką siłą, że poczułam metaliczny posmak jego krwi. Odruchowo zabrał dłoń i wtedy udało mi się zawołać o pomoc. Na moje szczęście przechodziło tamtędy małżeństwo, które usłyszało mój rozpaczliwy krzyk o pomoc. Widziałam tylko, jak jakiś mężczyzna zadaje kopniaka mojemu oprawcy, potem była jakaś szamotanina. Ja skuliłam się pod drzewem, poczułam zapach perfum jakiejś kobiety i słyszałam głos, ale nie docierało do mnie nic. Teraz wiem, że dzwoniła na policję. Zabrali go. Do mnie przyjechała karetka pogotowia i zabrali mnie do szpitala, aby zrobić wszelkie badania. Ja czułam się tak przybita, że z nikim nie rozmawiałam przez dwa dni. Później musiałam złożyć zeznania na policji, wracać do tych okropnych zdarzeń. Ba, niejednokrotnie. A na sali sądowej musiałam nawet na niego spojrzeć, a wtedy moja nienawiść wzrosła jeszcze bardziej. Miałam wielką ochotę mu coś zrobić, ale policjanci mnie nie dopuścili. Ale w więzieniu nie będzie miał lekko. Gwałciciele i pedofile nie mają tam poszanowania. I tylko to mnie pociesza. Oczywiście ostateczny wyrok jeszcze nie zapadł, bo w naszym państwie wszystko musi mieć swój tok. Nie mam już słów. Miałam się oczyścić, a tylko się nakręcam…

Czytaj też: Gwałt...?

Pewnie jakoś się trzymam tylko dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół. Starają się, abym wróciła do normalnego życia, ale boję się teraz gdziekolwiek wychodzić. Na początku w ogóle nie wychodziłam, bo nie mogłam znieść tego wzroku ludzi, tego, że oni wiedzą. Teraz jak już trochę ucichło wychodzę z przyjaciółmi, ale do tego parku od tamtej pory nie weszłam. Powoli staram się wrócić do życia, choć nie da się tego tak po prostu wyprzeć z pamięci, więc te potwory pewnie będą mnie odwiedzać do końca życia… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+