Życie to nie bajka

Życie to nie bajka

Czym jest miłość? Miłość matczyna. Często zadanie sobie to pytanie. Mam 28 lat i często zastanawiam się dlaczego moje stosunki z matką wyglądają tak a nie inaczej. Wszystko tak naprawdę ma swoją genezę, gdy jako mała dziewczynka byłam świadkiem przemocy wobec matki przez ojca. Matka znosiła to dzielnie. Bo przecież przykładana żona i katoliczka nie może odejść od męża tyrana.

Gdy wylądowała w szpitalu z raną kutą klatki piersiowej zrozumiała, że tak dalej nie może żyć. Wtedy poważnie zaczęła poważnie zastanowić się nad swoim życiem. Była to bardzo ważna decyzja, która zaważyła o moim dalszym życiu. 

Życie bez miłości

Gdy ojca zamknęli za próbę zabójstwa matki, matce zawalił się na głowę ogrom problemów. Jak mnie wychowa sama? Brak pieniędzy itp. Nie myślała o tym, że jej życie weźcie się na lepsze. Wręcz przeciwnie miałam w niektórych momentach wrażenie, że jej smutno, że ojciec jest w więzieniu.  Z dnia nadzień stała się innym człowiekiem. Bez uczuć i współczucia. Liczyła się dla niej praca i wpajanie mi, że życie to nie bajka. Bo źli ludzie prędzej czy później przyjdą i sprawią mi ból. Jako 7 latka nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi. Gorzej znosiłam brak uczuć i miłości od niej. Pragnęłam tego jak nikt inny. Gdy tylko się do niej zbliżyłam otrzymałam od niej tylko reprymendę. Nawet nie pamiętam ile wtedy nocy przepłakałam. Nikt tak naprawdę nie potrafił mnie zrozumieć.  I tak mijały lata. Żyłam z matką pod jednym dachem, aż w końcu poznałam jego.

Ważna decyzja

Poznałam go zwyczajnie. Na basenie. Był nowym ratownikiem. Gdy na siebie wpadliśmy od razu coś zaiskrzyło. I tak się wszystko zaczęło. Wspólne spacery i pocałunki…. Wtedy słowa matki o stawianiu życiu czoła nie miały żadnego pokrycia. Przecież jeśli druga osoba kocha to nie skrzywdzi tej pierwszej.  Gdy moja matka poznała mojego ukochanego wpadła w jakiś szał. Krzyczała i szalała z wściekłości. Było mi tak przykro. Myślałam, że ucieszy się z mojego szczęścia. Igora wyrzuciła za drzwi. Gdy za nim wybiegłam od po prostu odjechał. Nie dał sobie nic wytłumaczyć. Po tym co zrobiła moja rodzona matka czułam do jej tylko wstręt. Nawet nie próbowała mnie przeprosić. Tylko podrzucała mi jakieś chore historie miłosne kobiet, które przeżyły zwód miłośny. Miałam dosyć. Wyprowadziłam się od niej. Czułam, że nie mogę żyć pod jednym dachem z wampirem energetycznym. Czułam, że własna matka zabija mnie od środka. Jej sposób bycia. Był nie do zniesienia. Nie mogłam tak żyć. Nie potrafiła się cieszyć moim szczęściem. Chciała, aby moje życie wyglądało tak jak jej. Pełne bólu i smutku. Bo poniekąd takie było. 

Czytaj też inne: Mam romans z żonatym mężczyzną

Z matką widuję się sporadycznie. Mam ważenie, że trochę złagodniała. Chyba zrozumiała, że nie może kierować moim życiem. Jednak nasze relacje są bardzo oschłe i powierzchowne. Tak jak bym była obcą kobietą. Mam trochę wyrzutów sumienia, ponieważ nie wsparłam jej kiedy to ona miała kryzys. Przecież ona też potrzebowała miłości, a swoja frustrację wylewała na mnie. Z Igorem nie mam kontaktu. Nie chodzę już na tę pływalnię. Chyba za bardzo boję się konfrontacji. Trudno nie ten i nie ostani. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+