Czy ja jeszcze potrafię kochać...?

Czy ja jeszcze potrafię kochać...? - Smutne historie miłosne

Wiadomo, że życie nie jest łatwe i nigdy takie nie było. Zdarzają się sytuacje, które zapamiętujemy na całe życie, a nawet takie, które zmieniają nam resztę naszego życia. I to w różnych sferach, ale chyba głównie w tym aspekcie psychicznym. Ja właśnie mam wrażenie, że ze mną pod tym względem nie do końca wszystko jest w porządku… 

Wszystko w tym moim życiu zmieniło się dobre pięć lat temu. Miałam wtedy lat osiemnaście i byłam przeciętną, naiwną dziewczyną. Nigdy nie uważałam się za piękność, ale brzydka też nie byłam. Po prostu przeciętna. Nigdy wcześniej nie miałam takiego prawdziwego chłopaka, nigdy wcześniej nie kochałam, a to co kiedyś brałam za zakochanie, było zwykłym szczeniackim zauroczeniem. Ale zrozumiałam to dopiero, gdy poznałam Jego…

Maćka, bo to o nim mowa, poznałam przez Internet. Miałam konto na portalu randkowym dla zabawy. Pisanie z ludźmi umilało mi czas, a czasem nawet dostarczało nie lada rozrywki, bo serio trafiali się przeróżni ludzie. Ale tak wracając do niego. To Maciek napisał do mnie pierwszy i tak zaczęliśmy regularnie, wieczorami czatować. Mieliśmy bardzo dużo wspólnych tematów, bardzo dużo nas łączyło. Oboje słuchaliśmy rockowej muzyki, oboje czytaliśmy książki fantasy i oboje nienawidziliśmy makaronu. Mieszkał w sąsiednim mieście i było to może dwadzieścia minut autobusem. Po udanych rozmowach na czacie doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby się spotkać i tak też zrobiliśmy. Spędziliśmy czas  w kawiarni i pospacerowaliśmy po miejskim parku. Niesamowicie dobrze nam się ze sobą gadało. W ogóle dobrze nam się ze sobą przebywało. Czułam, że między nami iskrzy. Bardzo się cieszyłam, bo dzięki niemu czułam się piękniejsza i szczęśliwsza. Prawił mi komplementy, zabierał na przecudowne randki i czasami robił miłe niespodzianki. Czułam się uwielbiana, kochana i przeszczęśliwa. Z tamtego okresu naszego związku nie pamiętam nic poza nim. Po prostu było nam cudownie… Kochałam go. Wtedy uświadomiłam sobie co to miłość. Było nam tak dobrze, że postanowiłam mu oddać to, co miałam najcenniejsze… I to było najpiękniejsze uczucie, przeżycie… Było nam cudownie, a ja nadal byłam najszczęśliwszą osobą na Ziemi. 

Aż do dnia, gdy mój raj spłonął. I to tak nie do końca przenośnia… W kamienicy, w której mieszkał Maciek pewnej nocy wybuchła butla z gazem. U jego sąsiadów wybuchła, a Maciek nie wyszedł z tego cało, tak jak i jego sąsiad w sumie. Obojga zabrali do szpitala z ciężkimi poparzeniami, ale tylko jeden wrócił do domu. I nie był to mój Maciuś. Nie mogłam w to uwierzyć. Byliśmy tak szczęśliwi, tak w sobie zakochani, a los nam to wszystko zniszczył. Po tym wydarzeniu popadłam w depresję. Nie chciało mi się jeść, spać, chodzić i przede wszystkim rozmawiać  z ludźmi. Zamknęłam się w sobie. Wyszłam z tego wszystkiego dzięki pomocy mojej rodziny, jej wsparciu i sesjom u psychologa. Lecz od tego czasu nic już nie było takie samo…

Starałam się żyć normalnie, zacząć jakoś na nowo. Wszyscy starali się mnie wspierać, ale niektóre stwierdzenia tylko mnie denerwowały. Najczęściej słyszane było, że jestem młoda i kogoś sobie jeszcze znajdę. Czy oni nie rozumieją co to znaczy stracić miłość swojego życia w tragicznym wypadku?! Fakt faktem, że spotykałam się potem z kilkoma facetami, bo jak już mówiłam, starałam się wrócić do życia, ale żadem z nich się nie ostał. Żaden z nich po prostu nie był Maćkiem i prędzej czy później (a najdłużej to jedno trwało pół roku) kończyła się nasza znajomość. To nie było to po prostu. Nie kochałam ich, bo cała moja miłość została z Maćkiem. 

Teraz mam dwadzieścia cztery lata i zastanawiam się, czy jeszcze kiedyś będę w stanie kogoś pokochać i stworzyć z nim coś, co zawsze chciałam stworzyć z Maćkiem, czyli prawdziwy dom. Nie wiem jak to będzie… Czy ja zasługuję na miłość, jeśli sama nie dam jej całej od siebie? Nigdy już nikogo nie pokocham tak jak kochałam Maćka...

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+