Drugie życie

Drugie życie

Zastanawialiście się kiedyś, jak kruchą sprawą jest życie? Pewnie większość z was odpowie, że nie. Ja do tej pory też o tym nigdy nie myślałam. Raczej nikt o tym nie myśli do momentu, kiedy ociera się o śmierć. Opiszę tu to wszystko, co skłoniło mnie do refleksji i może wam też to da coś do myślenia. 

Mam dwadzieścia cztery lata i studiuję psychologię. Pewnie myślicie, że to kierunek sprzyjający myśleniu o życiu. Poniekąd, ale nie do końca. Ogólnie wszystkim śmierć kojarzy się ze starością i szpitalnym łóżkiem. Otóż w 90% przypadków tak nie jest. Prawda jest taka, że możemy umrzeć w każdym wieku i w każdej chwili. Mając lat 24 czujemy się Panami Świata, a tak naprawdę jesteśmy zwykłym pyłkiem na jego powierzchni. 

Wszystko zaczęło się pewnego jesiennego dnia. Słońce ładnie świeciło, ogólnie było ciepło, jak na tę porę roku. Był piątek, więc wraz z przyjaciółmi postanowiliśmy wyrwać się gdzieś. Wszystko w okolicy było już często przez nas odwiedzane, więc stwierdziliśmy, że wybierzemy się gdzieś dalej rozejrzeć. No i znaleźliśmy jedno fajne miejsce. Przyjemny klimat, muzyka i alkohol. Nasz kierowca stwierdził, że pić nie będzie, ale oczywiście musieli go namówić. Uległ i wypił może dwa piwa i drinka. Tańczyliśmy, bawiliśmy się i było super. Tak jakoś o drugiej w nocy jeden z moich kolegów rzucił propozycję, aby zmienić lokal. no to wpakowaliśmy się do naszego siedmioosobowego Chryslera i zaczęliśmy krążyć po okolicy w poszukiwaniu czegoś godnego uwagi. Ja siedziałam na samym tyle, mówili na to fotel wygnańców, ale ja się z tego śmiałam. Po prostu nie miałam zamiaru się kłócić o miejsce w samochodzie, a mi się tam nawet podobało :)      

I tak krążyliśmy po mieście, a moi koledzy, którzy mieli już dosyć w czubie zaczęli się wygłupiać. Było śmiesznie, wszystko fajnie, aż do momentu, kiedy jeden zechciał pokierować autem z fotela pasażera. Zaczął szarpać kierownicą i wtedy Janek stracił panowanie nad samochodem i zjechał na przeciwny pas. Od tego momentu wszystko działo się niewiarygodnie szybko. Zobaczyłam światła samochodu z naprzeciwka, usłyszałam pisk opon, jakiś huk i nastała ciemność. Obudziłam się w jakimś jasnym pomieszczeniu i po chwili zorientowałam się, że jestem w szpitalu. Nie docierało do mnie jeszcze co się stało. Byli ze mną rodzice i powiedzieli mi, że cudem przeżyłam tragiczny wypadek. Wtedy zaczęły do mnie docierać przebłyski z tamtej nocy. Te światła, dźwięki… Poczułam się przytłoczona. Wtem przypomniałam sobie o przyjaciołach. Nie chcieli mi nic mówić i kazali odpoczywać. Wściekłam się i wszystko zaczęło mnie boleć. W końcu powiedzieli mi, że Janek, ten nasz kierowca, ma uraz kręgosłupa, a czwórka pozostałych nie przeżyła wypadku. A osoby z tamtego samochodu żyją, ale są w złym stanie. To był bardzo niefortunny, tragiczny wypadek.  Rozpłakałam się. Naprawdę ciężko jest się z czymś takim pogodzić, tym bardziej, że ja wyszłam z tego bez jakiegoś większego szwanku, a oni zapłacili tak wysoką cenę. I to za co? Za głupotę ludzką…

Właśnie tak kruche jest życie. Kilka sekund i już może być koniec. To bardzo daje do myślenia, Teraz staram się cieszyć każdym dniem (wiem, że brzmi banalnie), czuję, że to była szansa, aby zmienić coś w życiu. I mam zamiar ją wykorzystać. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+