Gwałt...?

Gwałt...? - Prawdziwe smutne historie

Mam dwadzieścia dwa lata i chyba zostałam zgwałcona. Tak, brzmi to śmiesznie i niedorzecznie, bo skąd tam ta wątpliwość, ale ta sytuacja nie jest taka jasna. To znaczy może dla mnie jest, ale nie wiem czy dla policji byłoby to takie jasne… A moja historia rysuje się następująco.

Ogólnie jestem osobą dosyć towarzyską i mam wielu znajomych. Zbliżały się urodziny takiej jednej mojej koleżanki, która należy do tych bardziej rozrywkowych. I bogatych. Tak więc jej urodziny miały się odbyć w jakimś super klubie w mieście. Ja nie bardzo przepadam za takimi imprezami, ale jednak zaliczam się do osób, które potrafią przystosować się do każdych warunków. Tak więc ruszyłam na imprezę. Bawiło się na niej sporo ludzi, tak więc wyniosłam sporo nowych znajomości. Jedną z nich byłą znajomość z chłopakiem imieniem Janek. Zauważyłam jego zainteresowanie moją osobą już na początku imprezy i potem już przez całą noc był gdzieś w pobliżu. Nie powiem, schlebiało mi to. Widać było, że był zainteresowany moją osobą. Na moje oko był dosyć przystojny, ale nie lubiłam oceniać ludzi już po pierwszym wrażeniu, więc gdy zaproponował mi spotkanie to zgodziłam się bez zbędnych oporów.

Czytaj też: Siła destrukcyjna zazdrości

Nie szukałam chłopaka, ale nie miałam nic przeciwko ciekawej znajomości. A wydawał mi się dosyć ciekawy, choć przez całą imprezę rozmawiałam z nim może dwa razy. Dlatego nieco mnie zaskoczył propozycją spotkania, ale przystałam na nią. Dałam mu numer i czekałam na sygnał. Odezwał się po kilku dniach i zaprosił mnie do kina na jakiś nowy film. Okazało się, że jest to jakaś komedia romantyczna. Zastanawiałam się, czy serio to lubi, czy wybrał to, żeby przypodobać się mojej osobie. Upierał się, że bardzo lubi takie filmy, więc nie chciałam się z nim kłócić nawet. Pomyślałam, że wrażliwy facet mi się trafił. Może prawdziwy romantyk… Obejrzeliśmy film, zjedliśmy popcorn i na koniec usiedliśmy w małej kawiarence. Rozmawialiśmy o filmie, życiu i takich różnych sprawach. Po prostu o wszystkim. Wyczuwałam od niego taką pozytywną aurę. Na koniec chciał mnie odwieźć do domu, ale moja wrodzona ostrożność nie pozwoliła mi tak szybko ujawniać mojego miejsca zamieszkania. 

Nasze drugie spotkanie miało miejsce kilka dni później w miejskim parku. Kupiliśmy sobie lody w okolicznej budce i spacerowaliśmy urokliwymi ścieżkami. Tym razem również nie pozwoliłam mu się odprowadzić. Potem było jeszcze jedno spotkanie i zabrał mnie na kręgle. Dobrze się bawiliśmy i ogólnie dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie. Zaczęłam sądzić, że to fajny facet. Któregoś wieczoru siedziałam sama w mieszkaniu i trochę byłam smutna, bo miałam się widzieć z koleżanką, ale jej coś wypadło. Ta się złożyło, że napisał do mnie on i stwierdził, że nie pozwoli, abym teraz siedziała sobie sama w mieszkaniu i zaprosił mnie do siebie. Z racji tego, że moje plany legły w gruzach i nie miałam co robić, to wybrałam się tam do niego. Polubiłam go nawet, przez te nasze ostatnie spotkania. Przeszło mi przez myśl, jak może się skończyć taki wieczór, bo w końcu jesteśmy dorosłymi ludźmi, ale z drugiej strony miałam go za romantyka, a w takim wypadku nie miałoby to miejsca. Tak więc przyszłam pod wskazany adres, bo okazał się mieszkać niedaleko mnie. Zastałam tam wystrojonego Janka i wino na stole. Od wejścia jednak wyczułam coś dziwnego, ale nie zareagowałam.

Czytaj też: Moja córka na wózku

Usiedliśmy na kanapie, oglądaliśmy film i piliśmy wino. Ciągle mi coś nie pasowało. Jakby coś wisiało w powietrzu. Postanowiłam się zmyć. Intuicja mi tak podpowiadała. Tak więc oświadczyłam mu, że muszę już iść i takie tam, a on wtedy tonem, jakiego jeszcze u niego nie słyszałam, że nasze spotkanie jeszcze wcale nie dobiegło końca… Przycisnął mnie do kanapy i zatkał usta. Jednym sprawnym ruchem pozbawił mnie spodni i majtek, potem wbił się między moje nogi i wszedł we mnie. Nie posądziłabym go o taką siłę. Nie potrafiłam nic zrobić. Kopnęłam go parę razy, ale najwidoczniej za słabo, bo nie zrobiło to na nim wrażenia. Nie wiem ile to wszystko trwało, ale gdy tylko się skończyło uciekłam. 

Od tamtej pory boję się wychodzić na ulicę, bo obawiam się, że go gdzieś spotkam. Nie wiem też, czy iść z tym na policję… Przecież sama do niego przyszłam. To będzie słowo przeciwko słowu, a nie chciałabym musieć tego opowiadać. Dla mnie to był gwałt, bo wbrew mojej woli, ale on może oświadczyć, że sama mu wskoczyłam do łóżka. Nie mam nawet widocznych siniaków, bo albo jestem taka odporna na to, albo on to potrafi tak wprawnie robić… A ja go zaczynałam lubić… Stwarzał pozory takiego dobrego faceta, a ja się dałam nabrać. Nie wiem co z tym teraz zrobić… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+