Gwałt małżeński

Gwałt małżeński

Gwałt jest czymś strasznym. Pierwsze skojarzenie to ciemny park i jakiś obrzydliwy mężczyzna wciągający swoja ofiarę w krzaki. Te obrazy podsyłane są na podstawie tego, co widujemy w telewizji. Natomiast o wielu rzeczach się nie mówi, a dzieją się one czasem tuż pod naszym nosem. Tylko albo są skrzętnie ukrywane, albo sami staramy się tego nie zauważać. Opowiem wam moją historię. Jest to historia gwałtu. Jakkolwiek to brzmi, gwałcił mnie mąż…

Tak, brzmi to dosyć dziwnie, ale niestety jest prawdą. Oczywiście wszystko wyszło po pewnym czasie dopiero. Ogólnie z moim Krzyśkiem byliśmy małżeństwem od czterech lat, a wcześniej chodziliśmy ze sobą rok. Czyli dosyć szybko weszliśmy w stan małżeństwa, bo wydawało nam się, że jesteśmy dopasowani w każdym calu. No przynajmniej mi się tak wydawało. Krzysiek był, jak dla mnie zakochanej w nim po uszy, idealnym facetem. Potrafił naprawić wiele rzeczy, gotować, miał dobrą pracę i nienaganną aparycję. W sprawach łóżkowych był dla mnie mistrzem. Zgrywaliśmy się idealnie i na tych igraszkach mogliśmy spędzać godziny. Kochaliśmy się zawsze tak jak lubię, czyli delikatnie i zmysłowo. Uwielbiałam jego dłonie sunące po moim ciele, delikatne muskanie i uczucia wkładane w każdy jego gest. To mi się podobało. Raz spróbowaliśmy takiej ostrzejszej zabawy, ale mi się to w ogóle nie spodobało i nie działało na mnie.

Powiedziałam, że wolę jego delikatną wersję, a on nie protestował. Temat ostrzejszej gry nigdy nie powrócił. Wtedy to był dla mnie normalny małżeński eksperyment, ale teraz wiem, że było coś na rzeczy. No ale żyliśmy dalej. W moich oczach i wszystkich znajomych, byliśmy szczęśliwym małżeństwem. Wiadomo, były czasem jakieś małe sprzeczki, ale to zdarza się w każdym małżeństwie. Natomiast cały mój dramat zaczął się jakieś cztery lata po ślubie…

Czytaj też: Gwałt...?

Pewnego wieczoru oglądaliśmy film i wyczuwałam w powietrzu, że chyba go nie dokończymy i wylądujemy, kochając się, na podłodze. I wylądowaliśmy, ale trochę inaczej niż ja sobie to wyobrażałam. Zaczęło się normalnie, jak zawsze, po czym on zaczął mi bardzo mocno ściskać nadgarstki. Moje ciało od zawsze było delikatne, więc prosiłam go, żeby mnie puścił. Kazał mi się zamknąć. Przez chwilę zapomniałam o bólu, bo poczułam się jakbym dostała w twarz. On nigdy się do mnie tak nie odzywał. Potem wziął i szybkim ruchem przewrócił mnie na brzuch tak, że klęczałam na kolanach, a twarzą opierałam się o panele, bo moje ręce trzymał mi na plecach. Zaczął bardzo mocno we mnie wchodzić od tyłu tak, że słowo “rżnąc” byłoby tu jak najbardziej na miejscu.

Moja twarz zaczęła trzeć o panele i czułam pieczenie na policzku. Zaczęłam krzyczeć, aby przestał, a on wtedy jedną ręką nadal trzymał moje dłonie, a drugą zatkał mi usta. Czułam się strasznie. Gdy skończył, pchnął mnie na podłogę i poszedł do łazienki. Leżałam w bezruchu nie wiem ile, ale nie potrafiłam otrząsnąć się z szoku. Mój Krzysiek, mój mistrz delikatnego seksu zafundował mi takie coś. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Postanowiłam, że nikomu o tym nie powiem. Pomyślałam, że to jakiś żart z jego strony, jakaś chwila zapomnienia czy coś. Po wszystkim wzięłam bardzo długi prysznic i poszłam spać.

Następnego dnia Krzysiek zachowywał się normalnie. Przed pracą dał mi buziaka, jak zwykle i wyszedł. Postanowiłam puścić to w niepamięć. Tego samego dnia “dorwał mnie” w kuchni i przyciskając do ściany próbował zerwać majtki wkładając ręce pod spódniczkę. Odepchnęłam go bardzo mocno i uciekłam do łazienki. Czułam się bardzo nieswojo we własnym domu. Pomyślałam, że mogę sprowokowałam go tą spódniczką i postanowiłam, że już jej nie ubiorę. W każdej innej sytuacji ucieszyłabym się na taki “seks niespodziankę”, ale nie wtedy, gdy on rzuca mną o ścinę i przyciska jedną ręką z całej siły pod szyją… Zaczęłam się bać o siebie. O niego też się martwiłam, bo nigdy taki nie był i nigdy nie miał zapędów do przemocy. Leżąc obok niego w łóżku nie potrafiłam zasnąć. Gdy usłyszałam jego miarowy oddech trochę się uspokoiłam i zasnęłam. Musiał to być kamienny sen, bo rano się obudziłam związana. To nie jest żart.

Cztaj też: Pigułka gwałtu

Ręce miałam związane u góry, a nogi szeroko rozstawione i przywiązane do kolumn łóżka. Poczułam się jak w jakimś horrorze. Jak mogłam się nie obudzić, gdy ktoś mnie wiązał i rozbierał?! Leżałam całkiem naga. Po chwili wszedł Krzysiek ze świeczką. Szkoda, że wcale nie zapowiadało się na romantyczną kolację. Na wstępie włożył mi kawałek szmaty do buzi, abym nie krzyczała. Gdy spojrzałam mu w oczy, nie zobaczyłam w nich nic z dawnego Krzyśka. Później zaczął się zabawiać. Mną… Ja nie czerpałam z tego żadnej przyjemności, bo to dla mnie było brutalne. Potem okazało się po co ta świeczka. Topił ją i lał mnie tym woskiem. Czasami do teraz nie potrafię zasnąć, bo mam przed oczami tę scenę. To nie był już ten Krzysiek, którego kochałam. Gdy następnego dnia poszedł do pracy, spakowałam się i wyjechałam. Wróciłam do rodziców, nic im nie mówiąc. Oznajmiłam tylko, że się pokłóciliśmy. Poszłam do adwokata i wniosłam pozew o rozwód. Przeszliśmy przez proces na odległość, bo bałam się konfrontacji z nim. 

Teoretycznie skończył się ten horror w moim życiu, ale wspomnienia są i wracają. To wszystko będzie mnie prześladować do końca życia. Od tamtej pory minęły dwa lata, a ja ciągle jestem sama, bo boję się znowu zaufać. Zamienił moje szczęście w piekło, a nigdy bym go o to nie podejrzewała. Tłumaczył się, że zawsze miał zapędy do ostrego seksu, ale dla mnie się powstrzymywał i dłużej już nie umiał wytrzymać. Na dodatek wspaniałomyślnie oznajmił, że wolał mnie zmuszać do jego zabaw niż mnie zdradzać. Czyż to nie miło z jego strony? 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+