Jak zapomnieć o byłym mężu?

Jak zapomnieć o byłym mężu

Zwracam się z prośbą o zachowanie pełnej anonimowości. Piszę tu do was, bo już nie wiem co mam robić. Potrzebuję porady. Albo dobrego przywołania do porządku. Moim problemem jest mój były mąż. Choć raczej powinnam powiedzieć, że moja dobra pamięć, bo po prostu nie umiem o nim zapomnieć. Choć nie wiem, czy to jest wina głowy czy serca…

Z Andrzejem (nazwę go tak dla potrzeb przedstawienia historii) poznaliśmy się w liceum, gdy ja przyszłam to on był w drugiej klasie. Ale wtedy byliśmy tylko znajomymi. Po liceum nasze drogi się rozeszły i nawet nie utrzymywaliśmy zbytnio kontaktu. Zresztą nie było jak, bo to nie była jeszcze era telefonów czy już nie wspominając o Internecie… On planował wyjechać gdzieś do pracy, a ja próbowałam dostać się na studia. Więc jak to się stało, że w końcu zostaliśmy parą? Pewnego lata pojechałam z koleżanką odwiedzić inną znajomą w Katowicach. Nigdy nie byłyśmy w tej części Polski, więc zostałyśmy na kilka dni, aby trochę pozwiedzać. I któregoś dnia zasiadłyśmy w kawiarni, aby się czegoś napić.  

Czytaj też: Mój mąż to tyran

Zauważyłam, że chłopak siedzący przy stoliku obok ciągle mi się przygląda, a i ja miałam wrażenie, że skądś go znam. Jak się domyślacie to był Andrzej. Podszedł i zaczął rozmowę, dowiedziałam się, że pracuje tutaj w firmie budowlanej swojego wujka. I tak zaczęliśmy korespondować, spotykać, aż w końcu po trzech latach pobraliśmy się. Zakochaliśmy się w sobie na zabój. No w każdym razie ja. On też dawał takie znaki. Zamieszkaliśmy na Śląsku, bo miał tutaj dobrze płatną pracę. Po roku na świecie pojawiło się nasze pierwsze dziecko, a trzy lata później następne. Było nam ze sobą dobrze, ale do czasu.

Chemia między nami zaczęła słabnąć.

Coraz rzadziej był dla mnie czuły, a coraz częściej opryskliwy. Coraz częściej też się kłóciliśmy, nawet o byle drobiazg. Ja też już miałam cierpliwość nie tą, bo przy dwójce rozrabiaków łatwo jej zapasy mogą się wykończyć. Nasz seks też nie wyglądał tak jak dawniej, wręcz czułam że coś jest nie tak. Wielokrotnie starałam się o tym porozmawiać, ale Andrzej nigdy nie należał do osób lubiących rozmawiać o swoich uczuciach. Pomyślałam, że może w tej całej sytuacji jest jakaś moja wina, więc starałam się dla niego seksownie ubierać, sprawiać mu niespodzianki. Niestety nie otrzymałam żadnej informacji zwrotnej, Andrzej nigdy nie wyszedł z podobną inicjatywą wobec mnie, więc poczułam się zrezygnowana. Nie lubię, gdy daję z siebie więcej niż otrzymuję w zamian. W końcu stało się to, czego mogłam była się spodziewać. 

Powiedział, że mnie już nie kocha i chce sobie ułożyć życie na nowo. 

Po szesnastu wspólnych latach małżeństwa. On tak po prostu sobie odszedł. Prosiłam go, abyśmy spróbowali ratować to małżeństwo dla naszych dzieci, ale on uznał, że to nie ma sensu, bo już mnie nie kocha. Nie ma się co oszukiwać. Zobowiązał się płacić alimenty i może widywać dzieci kiedy chce. Wzięliśmy rozwód bez orzekania o winie, na pokojowym gruncie. Jesteśmy “przyjaciółmi”. A mi go okropnie brakuje. I za każdym razem jak odwiedza dzieci, to cieszę się bardziej niż one chyba, choć staram się tego nie okazywać. Już wystarczająco się poniżyłam, gdy prosiłam go, byśmy ratowali nasze małżeństwo. Chodzę do pracy i jakoś staram się normalnie funkcjonować, ale naprawdę zdarzają się dni w które jest mi bardzo trudno. Wystarczy zapach na ulicy, który przypomina perfum Andrzeja, albo zwykły film, który razem kiedyś oglądaliśmy i wygłupialiśmy się. 

To nie takie proste odciąć się od tego, co przeżyliśmy przez te wspólne prawie dwadzieścia lat. Staram się być silna, dla dzieci, ale zdarza mi się w nocy uronić kilka łez do poduszki. Co mam zrobić, aby o nim zapomnieć? Jak się pogodzić z tą sytuacją? Od rozwodu minęły już dwa lata, a ja nadal tkwię w tym samym miejscu… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+