Jedna nierozważna decyzja

Jedna nierozważna decyzja

Moja córka Basia była mądrą, miłą, pomocną 19-letnią dziewczyną. Od dziecka pragnęła zostać lekarzem. Wiadomość o bardzo dobrze zdanej maturze i dostaniu się na studia bardzo ją ucieszyła. Jako matka byłam z niej bardzo dumna. Chcąc świętować swój sukces wyszła z koleżankami na imprezę. Nie byłam przeciwna. W końcu cały rok się uczyła, więc należało jej się trochę przyjemności. Kiedy zbliżała się godzina 3 w nocy a Basi jeszcze nie było trochę się zaniepokoiłam, przecież miała wrócić wcześniej. Myślałam sobie- pewnie dobrze się bawi i zapomniała zadzwonić. Mijały godziny a ona nie dawała znaku życia. 

Bałam się, w końcu to moje jedyne dziecko. Dzwoniłam wiele razy jednak jej telefon milczał- pomyślałam o najgorszym. Kiedy zbliżało się południe nie czekałam chwili dłużej, zaczęłam jej szukać. Udałam się do lokalu, w którym się bawiła aby dowiedzieć się czy faktycznie tam była. Jednak nikt nic nie wiedział. Kiedy zaczęło się ściemniać, pojechałam na policję zgłosić zagięcie córki. Tam powiedziano mi, że jest jeszcze za wcześnie, że mam czekać i że córka pewnie zasiedziała się u koleżanki! Moje prośby i błagania nie dawały jednak skutku. Byłam w wielkim szoku, że system pomocy działa w taki sposób. Pozostało mi tylko czekać. Nie mogłam spać, jeść. Nie dopuszczałam myśli, że mogło stać się najgorsze. Gdy policja zaczęła szukać Basi, wierzyłam, że znajdzie się cała i zdrowa.

Minął tydzień a po mojej córce ani śladu. Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi wiedziałam już wszystko. Basię znaleziono martwą w pobliskim lesie. Według policji było to idealne miejsce na popełnienie zbrodni. Stary zaśmiecony las, dawno nikt tamtędy nie chodził. Z przeprowadzonej sekcji zwłok wynikało, że podano jej tabletkę gwałtu a następnie uduszono. Z relacji znajomych, z którymi udało się skontaktować wynikało, że wyszła z lokalu o 1 w nocy nikomu nic nie mówiąc.  Nie mogłam w to uwierzyć. Moja córeczka zginęła taką okrutną śmiercią. Sprawców do tej pory nie udało się znaleźć. Policja była bezradna, ponieważ praktycznie nie było żadnych śladów. Od tej tragedii minęły już 2 lata a ja dalej nie mogę pogodzić się z tą sytuacją. Wpatruję się w pusty pokój, w którym do niedawna przesiadywała. Miała wielkie marzenia, plany, chciała nieść pomoc innym. Wierzę, że nie cierpiała długo i znalazła tam na górze spokój i ukojenie. Może ta smutna, dramatyczna historia spowoduje choć chwilę refleksji.