Jestem aż tak dziwna?

Jestem aż tak dziwna

Dokucza mi samotność. Prawdą jest, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, nawet jeśli sam sobie wmawia, że nikogo nie potrzebuje. Zawsze musimy mieć kogoś blisko, aby czuć wsparcie, może miłość… Na dłuższą metę nie da się żyć samemu, a u mnie się właśnie tak zapowiada. 

To nie tak, że jestem jakąś pesymistyczną i dołującą osobą. Po prostu czasami mam takie chwile załamania, bo w prawdziwym świecie ciągle trzymam maskę twardej sztuki. Staram się być pozytywna w relacjach międzyludzkich, ale czuję, że wszyscy trzymają wobec mnie dystans. Nie mam bliskich przyjaciółek, o chłopaku nie wspominając. Co prawda, skończyłam dopiero siedemnaście lat, więc teoretycznie na to drugie mam jeszcze czas, ale brak przyjaciółek jest dobijający. A przyjaciółki z przedszkola zdążyły się wykruszyć. Więc w sumie powinnam napisać: “przyjaciółki”. W nowej szkole te się nie zaklimatyzowałam jakoś szczególnie.

Czytaj też: Niemiła niespodzianka

Nie, że z nikim nie gadam, ale jednak większość czasu spędzam sama. I nie wiem czy problem leży po mojej stronie, czy też ich. Oni są takimi snobami, czy ja jestem aż tak dziwna? Mam dosyć specyficzny światopogląd, w ogóle poglądy i wierzenia i może to tak dystansuje ludzi do mojej osoby. Pierwsze co rzuca im się w oczy, to mój strój, który w szkole nazwali ekstrawaganckim. Lubię długie suknie, chusty i duże kolczyki. Nie, nie jestem Romką, po prostu lubię ten styl. Wyraża moją artystyczną osobowość. Ogólnie to maluję obrazy, całkiem ładne jak mi się wydaje, ale to nie to odstrasza ludzi. Dystans się zaczyna, gdy dowiadują się, że wierzę w magię i wróżby. Że interesuję się Tarotem i przepowiadaniem przyszłości. A nawet stawiam pierwsze kroki w praktyce związanej z wróżbiarstwem. Wszystko dzięki mojej babci. To po niej odziedziczyłam zamiłowanie do takich rzeczy. Mojej mamie się to bardzo nie podoba, ale nie ma już sił z tym walczyć. Tak właściwie, to tylko w babci mam przyjaciółkę. Często się jej zwierzam podczas naszych spotkań, bo mam wrażenie, że tylko ona mnie rozumie. 

Chyba najgorszy okres to było gimnazjum. Teraz ludzie po prostu zachowują dystans, a wtedy głupie docinki i żarty bardzo mnie raniły. Jeszcze nie miało się tej odporności psychicznej, teraz wydaje mi się, że jest lepiej, ale i tak czuję pustkę gdzieś tam w głębi. Miliardy ludzi wierzy w Boga, na którego istnienie dowodów nie ma i jest wszystko w najlepszym porządku, a gdy ja powiem, że wierzę w UFO, to się wszyscy stukają po głowie. Nazwałabym to hipokryzją… Tak samo wierzę w zjawiska nadprzyrodzone, takie jak duchy. Ludziom się to wydaje dziwne, ale ja czuję ich obecność. Jestem pewna, że przebywają między nami. I nie boję się ich, oswoiłam się z nimi. Wszyscy twierdzą, że to dziwactwo, pierwsza oznaka choroby psychicznej, ale jest moja babcia, która ma tak samo, więc nie czuję się osamotniona w tym. 

Czytaj też: Miłość z dyskoteki

Oczywiście teraz już wiem, że im mniej ludziom mówię o sobie, tym lepiej, ale przecież jak będę chciała budować jakieś poważniejsze relacje międzyludzkie, to nie mogę nic ukrywać, albo udawać kogoś, kim tak naprawdę nie jestem. Czy powinnam się na siłę zmieniać i żyć jak reszta nastolatków, czy pozostać sobą i zobaczyć jak to się potoczy? Nie chcę być kimś innym. Bardzo bym chciała, żeby ktoś mnie zaakceptował taką, jaką jestem. Bycie tym “innym” jest trudne, ale babcia mówi, że to hartuje charakter, więc jakoś się trzymam. Ale czy to jest naprawdę aż tak odstraszające? Jestem aż tak dziwna? 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+