Miłość z dyskoteki

Miłość z dyskoteki

Osobiście nie wierzę i nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Jak dla mnie nie ma czegoś takiego. Aby się zakochać trzeba kogoś poznać, spędzić z nim trochę czasu. A ta tzw. miłość od pierwszego wejrzenia to dla mnie coś pustego, bo kojarzy mi się z powierzchownością. Przecież najpierw ocenia się wygląd, a to nie to powinno mieć największy wpływ na uczucia. Oczywiście wszyscy twierdzili, że jestem staroświecka i nudna, ale mnie to nie ruszało. Do tej opinii przyczyniło się także to, że wolałam czytać książki niż krążyć po dyskotekach. Po prostu ceniłam sobie spokój, a nie cierpiałam bandy rozwrzeszczanych i spoconych ludzi. Taki typ po prostu. Ale każdy się zmienia z czasem…

Mając te dwadzieścia trzy lata, na dyskotece byłam może dwa razy, bardziej z przymusu niż dobrej woli, no i jakoś nigdy nie bawiłam się zbyt dobrze, więc co za tym idzie zraziłam się do tego rodzaju rozrywki. Takie imprezy nie bawią mnie również z powodu granej tam muzyki, kompletnie odległej od mojego gustu muzycznego. No ale niedługo wszystko miało się zmienić. 

Pewnego wieczoru po powrocie z pracy relaksowałam się czytając rewelacyjną książkę. Niektórzy wolą oglądać telewizję, ale ja uważam, że książki mają swoją moc. Utonęłam w lekturze, kiedy zadzwonił mój telefon. Moja koleżanka dzwoniła, aby mnie zaprosić na urodziny. Była ode mnie ze cztery lata młodsza, ale się dobrze dogadywałyśmy, mimo iż dosyć bardzo się różniłyśmy. No i tak jak się domyślałam, nie robiła tych urodzin w zaciszu swego domu. Zapraszała gości do klubu, dużego klubu muzycznego. Zapytałam, skąd jej się wziął taki pomysł, to odparła, że wszyscy u niej w szkole tak robią. No tak, kolejna szkolna moda. Nie chciałam jej sprawić przykrości, więc przyjęłam zaproszenie. Pomyślałam, że jakoś przeżyję te kilka godzin. Impreza miała być za tydzień, ale jak to na kobietę przystało, zaczęłam się zastanawiać co ubrać. Oczywiście nie doszłam do żadnych wniosków, a tylko straciłam wenę do czytania. Minął ten tydzień i ubrana w zwykłe szorty, wycięty t-shirt i trampki, bo nie byłam zwolenniczką obcasów i sukienek, ruszyłam do klubu. Nastawiłam się na przetrwanie, a okazało się całkiem znośnie. Wydarzyła się nawet pewna ciekawa sytuacja. Mianowicie zaczął się do mnie dostawiać jakiś chłopak (uroki tych dyskotek) i nawet mocne słowa do niego nie trafiały. I wtedy pojawił się jakiś chłopak, dosyć postawnej postury, i kazał tamtemu spadać podając się za mojego chłopaka. Normalnie jak rycerz! Niestety jak tylko go spławił to zniknął. Nie zdążyłam mu nawet podziękować. Ale zapamiętałam jak wyglądał, choć wydawało mi się, że są małe szanse, że go znów spotkam. W pewien sposób zaintrygował mnie swoją osobą, ale nie do końca wiedziałam czemu. Może dlatego, że ten czyn kojarzył mi się niejako z literaturą, heroizmem… Mniejsza z tym dlaczego, po prostu mnie zaintrygował. I to do tego stopnia, że chciałam go zobaczyć ponownie. Przemierzałam cały klub tam i z powrotem, lecz nigdzie go nie widziałam. Impreza się skończyła i wróciłam do domu, ale nie potrafiłam przestać myśleć o tym tajemniczym chłopaku. Postanowiłam, że za tydzień się też wybiorę, może go znowu spotkam. Tak, wybrałam się na dyskotekę z własnej woli, ale tylko z tego jednego powodu. Oczywiście poszłam z kilkoma koleżankami, bo przecież sama nie pójdę. Było duże zdziwienie, że chcę tam iść, ale jakoś przeżyły :) No i tak udawałam, że się dobrze bawię, ale ciągle omiatałam wzrokiem salę. Po trzech godzinach już trochę straciłam nadzieję i poszłam po piwo do baru. Biorąc piwo z baru odwróciłam się w stronę, gdzie zostawiłam dziewczyny i wpadłam z tym piwem na jakiegoś chłopaka. Podniosłam wzrok na niego i okazało się, że to był mój “rycerz”. Zaczęłam go przepraszać, a on się zaczął śmiać. Poczułam się trochę dziwnie… Uspokoił się i zapytał, czy z nim zatańczę. zgodziłam się, więc odłożył te resztki piwa, wziął mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Nie wiem jak długo tańczyliśmy, ale było świetnie. Niestety byłam już tak zmęczona, że marzyłam tylko by położyć się spać. Jarek, bo tak się nazywał, zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. To wszystko było jak wyjęte z jakiegoś romantycznego filmu albo książki! Oczywiście się zgodziłam i po drodze ciągle rozmawialiśmy, nawet mi zmęczenie minęło. Wziął mój numer i pożegnaliśmy się pod moim domem. 

Teraz jesteśmy małżeństwem. Nigdy nie sądziłam, że można poznać kogoś odpowiedniego na dyskotece. Nadal czasami chodzimy do klubu, ale w większości wolimy spędzać nasze wieczory tylko we dwoje. Warto było przełamać się, pójść na tę dyskotekę i znaleźć miłość :)