Najgorszy dzień w życiu

Najgorszy dzień w życiu

Dla wielu ich ślub jest najpiękniejszym dniem w życiu. Ta historia będzie o tym, jaki ten dzień był dla mnie. I po części o tym, jaka byłam ślepa i głupia. Teraz wiem, jaki to bezsens, ale do rzeczy. 

Zaczynając od początku, przybliżę wam naszą historię. Wszystko zaczęło się na pewnej imprezie. Były to urodziny naszego wspólnego kolegi, a impreza była nad jeziorem. Słyszałam od znajomych, że ma dziewczynę, więc starałam się nie kleić do niego, chociaż wpadł mi w oko. Postawny, przystojny brunet o ciemnych oczach. Tak bardzo w moim typie. Niezwykle mi się podobał, ale mam taką zasadę, że za zajętych się nie biorę. Na tej imprezie ewidentnie się do mnie dostawiał, ale starałam się z nim nie flirtować. Tak minęła impreza, a ja byłam z siebie dumna, że nie dałam się jego anonsom. Odezwał się do mnie dwa dni później. Oznajmił, ze dowiedział się, jakie mam zasady i że już nie muszę się nimi przejmować, bo już nie ma dziewczyny.

Czytaj też: Uciekający Pan Młody

Rzucił ją dla mnie. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Niby moja zasada już nie obowiązywała, no ale jego postawa była co najmniej dziwna. Bardzo nalegał, więc się zgodziłam w  końcu. Poza tym miał taki jakiś urok, że ciężko mi było odmówić. No i tak zaczęliśmy się spotykać. Zakochałam się bez pamięci. I racjonalnego myślenia… Układało nam się dobrze, a przynajmniej w  takim żyłam przekonaniu. Przyjaciółki powtarzały mi, że coś w nim jest nie tak, ale ja go zawsze broniłam, bo przecież ideałów nie ma. Czułam się jak zadurzona nastolatka. Miałam tylko nadzieję, że jest to coś trwalszego niż nastoletnia miłość. Tak więc trwaliśmy i po dwóch latach wiedziałam, że jest to mężczyzna mojego życia. W każdym razie, tak myślałam. 

Zaczęliśmy planować ślub. Cieszyłam się jak małe dziecko w Boże Narodzenie. Przygotowania ruszyły pełną parą. Sama chciałam zaplanować wesele i wszystko inne. Chciałam, żeby było jak w bajce. Rzeczywistość jednak okazała się inna i na pewno nie można nazwać ją bajką. Przed ślubem jeszcze, koleżanki postanowiły zrobić mi wieczór panieński. Zabrały mnie do klubu na Chippendale’sów. Nie zaprzeczę, bawiłam się świetnie i nie widziałam nic złego w tym, że tańczą dla mnie przystojni faceci. Niestety Mariusz miał z tym wielki problem. Zarzucił mi, że jestem dziwką i na pewno się z nimi ruchałam i inne takie. A ja na prawdę tylko patrzyłam, nawet nie dotykałam ich. Co miałam zrobić, skoro dziewczyny mi to zorganizowały? Wyjść? Tak więc pokłóciłam się z nim jeszcze przed tym pięknym dniem. Zagościły w moim umyśle wątpliwości, bo on nigdy się tak nie zachowywał, no ale w sumie nigdy nie miał ku temu powodów… Mariusz jednak przyszedł i mnie przeprosił, więc szybko o tym zapomniałam. Nie chciałam sobie psuć tego pięknego dnia. Natomiast udało się to komuś innemu... 

Czytaj też: Pozory mylą

Impreza weselna trwała już  w najlepsze. Po północy moje koleżanki wpadły na pomysł sesji przy pełni księżyca, która się akurat natrafiła. Zaczęłam szukać mojego lubego, ale nigdzie go nie było. Coś mnie podkusiło, żeby wejść do męskiej toalety i sprawdzić, czy go tam nie ma. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Znalazł się. W objęciach mojej kuzynki, parszywej suki. Oczywiście typowe: “to nie tak jak myślisz”, ale ja nie miałam zamiaru tego słuchać. Wywlokłam ją na korytarz, za jej cudowną fryzurę robioną u fryzjera przez pół dnia i wyrzuciłam ją za drzwi. Mój mąż wyszedł o własnych siłach, ale jak moi bracia się zorientowali o co chodzi, to z wielką przyjemnością pomogli mu opuścić jego własne wesele.

I tak byłam mężatką przez kilka godzin. I tak popełniłam największy błąd mojego życia. I tak wyglądał najgorszy dzień w moim życiu. Z rodziną, która stanęła po stronie mojej kuzynki (a tacy się znaleźli) nie utrzymuję kontaktu. Mariusz kilka razy próbował mnie przepraszać, ale dla zdrady nie ma wybacz. Nie u mnie. Wniosłam papiery o rozwód i czekam na nowe życie… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+