Niepełnosprawność kontra miłość

Niepełnosprawność kontra miłość

Często spotykamy się z ludzkimi tragediami. Najczęściej poprzez media. Nawet nie myślimy, że może to dotknąć również nas lub bliską nam osobę. Nie przyjmujemy tego do świadomości. A to naprawdę może dotknąć każdego z nas. Przekonałam się o tym jakiś czas temu, za sprawą wypadku motocyklowego.

Mam dwadzieścia lat, a mój chłopak, Jurek, jest pięć lat starszy. Poznaliśmy się kiedyś na złocie motocyklowym. Ja nie mam motocykla, ale zawsze mi się podobały, więc jeździłam na zloty, aby je pooglądać. A Jurek ma motocykl i właśnie na zlocie się poznaliśmy. Niestety nie wiąże się z tym jakaś zabawna historia, którą mogłabym wam teraz opowiedzieć. Po prostu wpadła mi w oko jego Honda, taka czarno - pomarańczowa. Nie wiem dlaczego skojarzyła mi się z Kobrą Królewską. Może przez swoje kształty… No i okazałam zainteresowanie tym motocyklem, powiedziałam, że jest fajny i tak dalej, a on najwidoczniej wyraził zainteresowanie moją osobą, bo poprosił o numer. Był taki niczego sobie, więc się zgodziłam. Tak więc zaczęliśmy się spotykać i zakochiwać w sobie. Wiele dziewczyn mi zaczęło zazdrościć, a te co wredniejsze zaczęły siać plotki, że poleciałam na motocykl. Puszczałam to wszystko mimo uszu, bo wiem, co naprawdę nas łączy. No ale uczuć się przecież nie widzi, a motocykl to dobry powód, by z kimś być… Byliśmy naprawdę szczęśliwi, a wiadomo, że nic nie trwa wiecznie… Te chwile szczęścia przerwano nam gwałtownie

Odwoził mnie wtedy do domu. Mieszkał dwie wioski ode mnie. Jurek zawsze gdy jedzie ze mną, jedzie z pełną kulturą. Nie szarżuje, zawsze ma kask i tak dalej. Tego wieczoru nie było inaczej. Zakończenie podróży jednak się nieco zmieniło… Jadąc główną ulicą, dosyć ruchliwą zza płotu na ulice wpadło dziecko. Jurek odruchowo zaczął hamować i skręcił kierownicę, na przeciwny pas ruchu. Na nieszczęście jechał tam samochód, w który uderzyliśmy i odrzuciło nas kilka/kilkanaście metrów w dal. Nie pamiętam szczegółów. Po uderzeniu pamiętam widok nieba i ciemność. Następne moje wspomnienie, to szpital. Jasna sala i ostre światło. I nigdzie w pobliżu Jurka. Powiedziano mi, ze leży gdzieś indziej, ale nic o stanie mi nie chcieli powiedzieć. Mi nie stało się nic strasznego, a jedynie miałam lekkie wstrząśnienie mózgu i złamaną rękę w łokciu. Po dwóch dniach mogłam wstać z łóżka, więc od razu poszłam szukać mojego chłopaka. Znalazłam go i siedziałam przy nim, bo on był w śpiączce. Ciągle mnie wyganiali, ale ja ciągle wracałam. Chciałam być przy nim gdy się obudzi. I to się w końcu stało. Byłam szczęśliwa z tego powodu. Pomyślałam, że teraz się wszystko ułoży. Gdy przyszedł lekarz, zburzył moje szczęście. Oznajmił, że Jurek nie będzie chodzić, bo został uszkodzony kręgosłup. Jest sparaliżowany od pasa w dół. To bardzo załamało Jurka. Powiedział, żebym go zostawiła samego na razie. Chciałam go wspierać w takiej trudnej chwili, ale zaczął na mnie krzyczeć. No więc poszłam. Wróciłam następnego dnia. Powiedział mi, że z nami koniec. Szczerze mówiąc, nastawiłam się na to. Wiedziałam, że nie będzie chciał być dla mnie ciężarem. Dlatego jak to powiedział, nawet nie drgnęłam. Uśmiechałam się dalej. On zaczął krzyczeć i wyrzucać mnie z sali, bo przecież ze mną zerwał, to nic mnie tam nie trzymało. Odpowiedziałam, że nie trzyma mnie status, czy jesteśmy razem czy nie, a uczucie. Więc dopóki go kocham, będę przy nim i tyle. Chyba nie spodziewał się tej odpowiedzi, ale gdy dotarł do niego sens tych słów, po prostu się rozpłakał. Już mnie nie wyganiał. Wiedziałam, że chciał dla mnie dobrze. Chciał, abym miała normalnego faceta i założyła normalny dom. Wytłumaczyłam mu, że ja nie chcę innego faceta.

Gdy Jurek wyszedł ze szpitala, ciężko mu było się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Byłam przy nim tak często jak mogłam. Po jakimś czasie jego rodzice oddali nam parter swojego domu. Sami przenieśli się na piętro. Zamieszkaliśmy razem. Oboje musieliśmy się przystosować do nowego życia, ale dajemy radę. I wiem, że to co nas łączy, to jest coś niezwykłego. Szczęście powoli wraca do naszego życia i choć nic już nie będzie takie samo, to damy radę.

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+