Pozory mylą

Pozory mylą

Swoje męża poznałam mając 27 lat. Marzyłam o stworzeniu prawdziwej rodziny z gromadką dzieci. Miałam już swoje lata a mój zegar biologiczny tykał. Czułam że złapałam Pana Boga za nogi. Było to złudne stwierdzenie…

Ja zawsze byłam ambitną osobą. Chciałam coś osiągnąć, nie żyć nigdy na czyimś garnuszku. Moi rodzice mnie wspierali. Nie ukrywam, że jestem im bardzo wdzięczna za wszystkie wysiłki oraz oczywiście fundusze jakie musieli wyłożyć abym mogła skończyć studia. Mimo że miałam zawód dobrą pracę to brakowało mi w życiu miłości. Miałam przelotne związki z których nic nigdy nie wynikało. Zawsze chciałam aby w związku było po mojemu. Może dlatego wszystkie tak szybko się kończyły. 

Moje męża poznałam przez koleżankę, która mieszkała na wsi. Nie przyznam, że trochę się wystraszyłam wizją spotkania się z rolnikiem. Nie mam nic przeciwko ludziom ze wsi ale wolałam się spotykać z miastowymi. Zaryzykowałam bo przecież po tylu porażkach może on będzie tym jedynym. Miał na imię Witek. Był starszy o ode mnie o 3 lata ale dla mnie to nie stanowiło problemu. Nawet się ucieszyłam. Witek miał swoje gospodarstwo - pole, krowy, sady itp. W pracach pomagali mu rodzice. Wszystko działało jak należy, byłam w szoku bo mało kto potrafi tak dobrze zarządzać przedsiębiorstwem i jeszcze mieść czas na przyjemności. 

Spotykaliśmy się przez pół roku. Wiadomo jak to w związku były wzloty i upadki ale przy nim czułam się bardzo dobrze. Nawet wizja zamieszkania na wsi mnie już nie przerażała. Witak nie mieszkał z rodzicami więc pierwsze spotkanie z jego rodzicami było bardzo dziwne. Oni przyjęli mnie bardzo chłodno, ich spojrzenie mówiło samo za siebie. Jednak mój nos prawie odpad. Smród jaki wydzielali był prawie nie do zniesienia. Myślałam że to przez gospodarstwo, że przesiąkli tym zapachem.  Po roku czasu Witek mi się oświadczył. Fakt byłam szczęśliwa ale ciągle miałam wątpliwości do do jego rodziców. Byli bardzo dziwni, niby nic do mnie nie mieli ale przez ten okres czasu ani razu nie byłam u nich w domu. Nie chcieli mnie zaprosić. Witek nie widział problemu. Po ślubie już snułam plany jak urządzimy domek Witka. Był mały ale cieszyłam się, że zamieszkamy sami. Pomyliłam się. 

Witek oznajmił, że zamieszkamy z jego rodzicami. Byłam w szoku. Ja ani razu tam nie byłam a tu nagle mam z nimi mieszkać. Nie zgodziłam się bo wizja mieszkania z teściami nie wróży nic dobrego. Witek się uparł a ja musiałam się zgodzić.  Gdy weszłam do domu ich rodziców. Nogi ugięły mi się w kolanach. W domu panował totalny syf. Smród taki jakby tam była obora dla zwierząt a nie dom dla ludzi. Witek ich usprawiedliwiał, ze są starzy, że muszą pomagać w gospodarstwie i nie mają już siły na sprzątanie. Po długich negocjacjach zgodziłam się tam zamieszać ale pod wieloma warunkami. Mieli zacząć sprzątać. Tak naprawdę sama sprzątałam ten ogromy dom sama. Doprowadzenie do do porządku zajęło mi chyba 3 tygodnie. Takie brudu moje oczy nie widziały. 

Prawda o Witku i jego rodzicach okazała się zupełnie inna. Jego rodzice byli zwyczajnymi brudasami. Nie pomagali w gospodarstwie. Jego matka cały dniami spała przed telewizorem a ojciec chodził z kolegami na pijackie schadzki. Mój mąż stał się zupełnie innym człowiekiem nie był już taki czuły jak na początku. Ja miałam tylko sprzątać, gotować, pomagać spełniać małżeńskie obowiązki. Nie miałam z nikim porozmawiać. Gdy miałam wole to jechałam do rodziców. Czułam się źle, samotna nie tak wyobrażałam sobie życie Mój mąż nie widział problemu. Ciągle przytakiwał mamusi. Dawał mi pieniądze ale nie interesował się tym, czy może czegoś nie potrzebuje czy mam się w co ubrać. Chciałam jakoś ratować to małżeństwo, prosiłam abyśmy się wyprowadzili zamieszkali sami. Jednak Witek był nie ugięty. Po 2 latach postanowiłam zakończyć ten związek. Witek nawet nie próbował ratować naszego małżeństwa. Jego matka obwiniała mnie o to wszystko. Na sali sądowej wyzwała mnie od najgorszej. Nawet po rozwodzie rozsiewała o mnie plotki. 

Teraz jestem już wolną rozwódką. Na razie nie szukam nikogo na stałe. Rany są dość świeże. Boję się, że już nigdy nie będę potrafiła zaufać żadnemu mężczyźnie.