Siła destrukcyjna zazdrości

Siła destrukcyjna zazdrości

Wszystko ma swoje dobre i złe strony, a w większości przypadków wszystko zależy od dawkowania. W tej historii skupię się na zazdrości. Każdy wie, że odrobina zazdrości ze strony ukochanej osoby może być miła, bo świadczy o strachu tej osoby przed utratą nas. Niestety zdarza się, że ktoś przedawkuje z tą zazdrością i wtedy trzeba zdecydowanie powiedzieć: nie.  

Mam 25 lat i do niedawna miałam fajnego chłopaka. Jak każdy, miał on swoje dobre i złe strony. Był twardo stąpający po ziemi, ale jednocześnie romantyczny ponad miarę. Potrafił obdarować mnie kwiatami bez konkretnego powodu, śpiewać mi pod oknem w środku nocy, a kilka razy nawet się zdarzyło, że przygotował nam kolację przy świecach. Na prawdę jego zalety mogłabym wymieniać przez połowę tej opowieści, ale nie w tym tu rzecz. Mimo tych wszystkich jego dobrych stron, miał jedną poważną wadę. A była nią zazdrość. Oczywiście nie objawiło się to od razu, albo wtedy tego nie widziałam, w każdym razie można było zwariować.

Zauważyłam jego chorobę, bo moim zdaniem to choroba, pewnego wieczoru. Wyszliśmy ze wspólnymi znajomymi na imprezę do klubu. W ciągu trzech lat naszego związku zdarzały się nam takie wyjścia już kilka razy, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek słyszała wyrzuty w związku z nimi. Tym razem było inaczej. W klubie Janek nie opuszczał mnie nawet na krok, a jeśli nawet, to czułam, że ciągle mnie obserwuje. Pilnował mnie, jak drapieżnik swojej ofiary. A po powrocie do domu zaczęły się wyrzuty… “Dlaczego tańczyłaś z tym wysokim blondynem? Widziałem jak flirtowałaś z tamtym barmanem! A do tej toalety poszłaś sama, czy odprowadzał Cię jakiś przystojny brunet?!”  Słuchałam tego oniemiała. Przecież to wszystko były chore zarzuty. Z tamtym gościem tańczyłam, bo się przypałętał, a przecież nie będę uciekać jak Kopciuszek; do barmana po prostu byłam miła, a co do toalety to już absurd po prostu. Wyjaśniłam mu wszystko, niby się uspokoił, ale wciąż czułam, że jest coś nie tak. No trudno, atmosfera była napięta, ale na drugi dzień przyszedł z kwiatami, przepraszał i obiecywał, że to się nie powtórzy. 


Oczywiście, że mu uwierzyłam. Znowu było dobrze. Aż do pewnego wieczoru, który spędzaliśmy razem na kanapie przed telewizorem. Wzięłam wtedy laptopa na chwilę, bo musiałam sprawdzić, czy kumpela odpisała mi na fejsie odnośnie pewnej ważnej sprawy. Ona nie odpisała, za to znalazłam wiadomość od kolegi ze studiów, z zapytaniem co tam u mnie słychać. Więc mu odpisałam i tak zaczęliśmy pisać, czysto po koleżeńsku. Gdy Janek zerknął mi przez ramię i to zobaczył, rozpętała się awantura. Nie potrafił przyjąć do wiadomości, że to tylko kolega. Przeczekałam jego zły humor i sprawa z czasem ucichła. Do czasu, gdy owy kolega poinformował mnie, że przeprowadza się do mojego miasta i zaprasza mnie na kawę. Oczywiście powiedziałam o tym Jankowi, bo przecież to byłoby nie fair gdybym to ukryła przed nim, ale skończyło się tak jak się tego spodziewałam. Zabronił mi się z nim spotkać. Puściłam to mimo uszu i spotkałam się z nim, bo nikt nie ma prawa mi tego zabronić. Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy i tyle. Nigdy bym go nie zdradziła, bo mam swój kręgosłup moralny. Prosty… Gdy wróciłam do domu i oznajmiłam gdzie byłam zaczęła się prawdziwa awantura. Zaczął mnie wyzywać od dziwek i puszczalskich suk it tak dalej. Zatkało mnie, że on potrafi tak się do mnie odzywać. Nigdy bym go o to nie posądziła, ale najwidoczniej każdy ma swoje skrywane drugie oblicze. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+