Uciekający Pan Młody

Uciekający Pan Młody - Prawdziwe smutne historie

Jestem romantyczką i zapaloną miłośniczką takich też filmów. Zawsze się na nich rozklejam... Uważałam, że to mało realistyczne filmy, że nie ma takich miłości czy takich tragedii. Nie ma takich happy endów. Niestety życie mi pokazało, że tylko co do tego ostatniego się nie myliłam. Życie brutalnie mi uświadomiło, że nie jest bajką ani romantycznym filmem. Opowiem wam historię mojej wielkiej miłości zakończoną równie wielkim fiaskiem.

Zawsze mogłam nazwać moje życie udanym. W szkole radziłam sobie świetnie, miałam wielu znajomych, a potem udało mi się jeszcze ukończyć studia. Na większość rzeczy jednak musiałam sobie sama zarabiać, mimo że moi rodzice nie narzekali na brak pieniędzy. Postanowili jednak mnie nauczyć poszanowania dla pieniądza i jestem im za to wdzięczna. Nie chciałam być taka jak większość jedynaczek, czyli taką rozpieszczoną damusią. Byłam szczęśliwa pod każdym względem, oprócz spraw sercowych. Nie miałam szczęścia do facetów. Gdy jakiś mi się podobał, to mnie nie zauważał, a gdy ja jakiemuś się podobałam, to on nie był w moim typie. Gdy już czasem dochodziło do jakiejś głębszej znajomości, trwała ona nie dłużej niż dwa miesiące. Wszystko zmieniło się na ostatnim roku studiów.

Na pewnej imprezie studenckiej poznałam Daniela. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. On też okazywał pewne zainteresowanie, ale już widziałam, że do romantyków nie należy. Mimo to gadało nam się naprawdę dobrze i nie przeszkadzały nam różnice w zainteresowaniach. Zaczęliśmy się regularnie spotykać i nim się spostrzegłam, byłam zakochana po uszy. Zaczęliśmy tworzyć związek, który zaczął się rozwijać. Skończyliśmy studia i postanowiliśmy razem zamieszkać. To był mój najdłuższy związek do tej pory. Czułam, że go naprawdę kocham. Wiodło nam się dobrze, choć oczywiście nie uniknęliśmy kłótni. Różnica charakterów i poglądów była trudna do wytrzymania, ale dawaliśmy radę. Po kłótniach następowało czułe godzenie się w łóżku… A radził tam sobie po mistrzowsku… 

Pewnego dnia na naszym wieczornym spacerze Daniel mi się oświadczył. Byłam przeszczęśliwa. Przyjęłam pierścionek, rzuciłam mu się na szyję i popłakałam z radości. Wierzyłam w  to, że Daniel jest mężczyzną mojego życia. Powiedzieliśmy o wszystkim naszym rodzicom i cieszyli się razem z nami. Moi rodzice od zawsze lubili Daniela i cieszyli się, że jestem szczęśliwa. Czułam, jakby nareszcie wszystko się układało, dopełniło się moje szczęście. Zaczęliśmy więc przygotowania do ślubu. Sala, zaproszenia, moja suknia… Moje marzenie się spełniało. Zawsze chciałam zorganizować mój ślub, wesele. Założyć rodzinę i wieść szczęśliwe i spokojne życie. To wszystko się zaczynało spełniać i to był najlepszy okres mojego życia. To całe weselne zamieszanie i ten ważny dzień zbliżający się wielkimi krokami… Nie do zapomnienia. Szczególnie po zakończeniu tej historii, do którego zaraz dojdę. Tak więc nadszedł ten dzień, kiedy mieliśmy stanąć na ślubnym kobiercu. Gorączkowe przygotowania już od wczesnego ranka. Daniel wyszedł z pomysłem, aby każde z nas przygotowało się osobno i byśmy się zobaczyli dopiero w kościele. Uznałam, ze to ciekawy pomysł, więc tak zrobiliśmy. Dotarłam więc do kościoła i czekałam na mojego ukochanego, który jednak się nie pojawiał… Dzwoniłam do niego milion razy, ale miał wyłączoną komórkę. Ceremonia miała się odbyć pół godziny temu, a jego nie było. Wtedy dostałam od niego sms. Napisał,  że nie przyjedzie i żadnego ślubu nie będzie. Prawie wtedy zemdlałam. Zostawił mnie. Uciekł sprzed ołtarza… 

Załamałam się wtedy. Ja go kochałam i naprawdę brałam to na poważnie, a on mnie olał. Na dodatek zrobił to w takim dniu i w taki sposób. Zostałam zhańbiona przed całą rodziną, tyle pieniędzy i naszych starań poszło na marne. A najgorsze jest to, że nigdy się nie dowiedziałam, dlaczego to zrobił. Nigdy się nie pojawił, a po rzeczy do mieszkania wysłał kolegę. Przez naprawdę długi czas nie potrafiłam się otrząsnąć z tego wszystkiego. Dopiero teraz czuję się na tyle dobrze, że mam siłę tutaj o tym pisać. Mam nadzieję, że skoro tak chciał zniknąć, to zrobił to na dobre, bo jeśli go kiedyś gdzieś spotkam, to… Eh, naprawdę chciałabym wiedzieć, dlaczego on to zrobił… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+