Wiem, kiedy umrę

Wiem, kiedy umrę

Jak byś się czuł, wiedząc kiedy umrzesz? Jak byś się czuł, wiedząc ile Ci zostało czasu? Jesteś jedną z tych osób, co chciałyby wiedzieć, kiedy umrą, czy raczej jesteś osobą, która żyje z dnia na dzień i wolałaby nie znać swojej daty śmierci? Może z tą datą przesadziłem, bo ja też nie znam jej dokładnie, lecz przybliżony jej czas. Zastanów się, a ja Ci przedstawię w poniższej historii jak czułem się ja; dwudziestoletni chłopak z wykrytym rakiem trzustki. 

Jak to na dwudziestolatka przystoi, zawsze starałem się w pełni korzystać z życia. Oprócz szkoły, poświęcałem czas na spotkania ze znajomymi, imprezy, dziewczyny i używki. Ok, głównie na to… Kilka miesięcy temu zaczęły się dziać ze mną dziwne rzeczy. Choć na początku były dla mnie normalne. To wyglądało jak zwykły kac po imprezie. Z wyjątkiem tego, że zamiast głowy bolał mnie brzuch. Pomyślałem, że jak zabalowałem to muszę teraz pocierpieć. Przeżyłem ten dzień, z ledwością zasnąłem, a na drugi dzień czułem się niewiele lepiej. Zażyłem tabletki przeciwbólowe i zapomniałem o sprawie. Przez jakiś czas był spokój. Któregoś dnia chcąc ubrać moje ulubione jeansy, musiałem użyć paska do spodni, mimo, że zawsze pasowały na mnie idealnie. Z przerażeniem stwierdziłem, że schudłem, a jadłem tyle co zawsze. Któregoś dnia w szkole zasłabłem i nauczyciel wezwał karetkę, bo podobno bylem nieprzytomny przez minutę. Zabrali mnie do szpitala i porobili badania. Wtedy dowiedziałem się o tym wyroku śmierci. Brzmi nieprzyjemnie, za to jest bardzo trafne. Gdy mi o tym powiedzieli, to oczywiście nie dotarło do mnie w pierwszym momencie. Myślałem, że z racji na wiek śmierć mnie nie dotyczy. Gdy do mnie dotarła powaga sytuacji, zacząłem sobie wyrzucać, że to pewnie przez to moje imprezowe życie, że przez używki, albo nawet, że zaraziła mnie tym jakaś dziewczyna.

Moi rodzice w pierwszym odruchu byli przygnębieni, mama płakała, ale zaraz potem zaczęli mi wypominać moje zabawy i swawole. Akurat tego się po nich spodziewałem, bo zawsze wykorzystywali każdą okazję, aby mi to wypomnieć. Nie darowali sobie nawet chwili, gdy dostałem wyrok. Ale nie byłem na nich zły, bo sam też doszedłem do takiego wniosku. Ale nie żałowałem tych wszystkich świetnie spędzonych chwil. Szkoda tylko, że było ich tak mało… Doktor jednak wyjaśnił nam skąd się mógł wziąć ten nowotwór. Wystarczyło odpowiedzieć na pytanie, czy ktoś w rodzinie umarł na raka trzustki? okazało się, że mój pradziadek ze strony ojca. Mój guz miał uwarunkowania genetyczne. Mój styl życia mógł go jedynie wspomóc, więc mój los i tak był przesądzony. Choć pożyłbym dłużej w nieświadomości i umarł kilka lat później. Może to dziwne, że z taką łatwością mówię o śmierci, ale po prostu już się przyzwyczaiłem do tej myśli. Co nie znaczy, że się poddałem tak do końca. Nie zgodziłem się na chemioterapię. Mogłoby to mi przedłużyć życie, ale wolę umrzeć z godnością i wszystkimi włosami na głowie. Chcę, aby wszyscy mnie zapamiętali takiego, jakim byłem i jak wyglądałem. Nigdy nie byłem grzeczny i podporządkowany,ale chorobie się podporządkowuję. Zażywam tylko niezbędne leki, aby móc funkcjonować. Postanowiłem również, że zanim mnie pokona choroba, postaram się spełnić chociaż część swoich marzeń. Zacząłem od zdania matury. Nikt zbytnio nie wierzył, że mi się to uda, a tu proszę, jeden z lepszych wyników. Następnie skoczyłem ze spadochronem i pojechałem na wyścigi F1. Chciałbym jeszcze zwiedzić Moskwę, ale nie wiem, czy z tym zdążę. Najprawdopodobniej były to moje ostatnie święta… Starałem się je przeżyć jak najlepiej. 

Zastanowiliście się już? Tak szczerze, to ja bym nie znał odpowiedzi na te pytania. Los wybrał za mnie i wiem kiedy umrę. Wiem, że umrę. Pewnie dużo osób w takiej sytuacji popada w depresję czy coś takiego, a ja od samego początku wiedziałem, że muszę dokończyć to życie z godnością. Nie powiem wam, ile jeszcze mi zostało czasu, ale pisząc to aktualnie leżę w szpitalnym łóżku, bo coś mi się ostatnio pogorszyło. Ale jak tylko mi się wystarczająco polepszy, wyjeżdżam z rodzicami do Moskwy.