Wypalony związek

Wypalony związek - Smutne prawdziwe historie

Ostatnio w moim związku wszystko jest nie tak… Zaczynam mieć wątpliwości co do tego czy w ogóle ten związek ma sens oraz czy ja się nadaję do związku. Nie wiem czy takie rozkminy w wieku dwudziestu lat są normalne. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, więc postanowiłam szukać rady tutaj. Pomóżcie… 

Poznałam mojego Piotrka na weselu mojej przyjaciółki. Był osobą towarzyszącą, ale nie byli parą z tą dziewczyną. Od razu podłapaliśmy wspólny język i świetnie bawiliśmy się na tej imprezie. Przetańczyliśmy całą noc przeplatając to rozmową na praktycznie każdy temat. Wymieniliśmy się numerami telefonów i nie pozostało mi nic, jak tylko czekać, aż się odezwie. I na szczęście nie musiałam na to długo czekać, bo zrobił to już następnego dnia wieczorem. I tak zaczęła się nasza znajomość, a było to dokładnie dwa lata temu. Już dwa dni po owym weselu zaprosił mnie na spotkanie przy kawie. I faktycznie, porwał mnie do uroczej i bardzo klimatycznej kawiarenki na kawę i ciacho. Tak a propos ciacha, to kilka słów o Piotrku też mogłabym tutaj umieścić. Mianowicie Piotrek jest bardzo przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany i zielonych oczach i jasnobrązowych włosach. Co najlepsze, a rzadko się zdarza, jego uroda idzie w parze z elokwencją, inteligencją i mądrością. Zawsze gdy widuję takiego typu chłopaka to nie przypisuje mu zbyt wielu zalet, a Piotrek jest oczytany i tak w ogóle studiuje i chce być stomatologiem. Czyli ambicji też można mu pozazdościć. Słowem; facet ideał. 

Czytaj też: Czy ja jeszcze potrafię kochać...?

A jednak chyba nie do końca… To znaczy, przez pierwsze kilka miesięcy była sielanka. Starał się o mnie, zdobywał. Kupował mi kwiaty, zabierał na przejażdżki i robił niespodzianki. Raz nawet, gdy akurat miałam okres i powiedziałam mu, że bardzo mi smutno i źle to przyjechał do mnie z koszem słodyczy i mocno przytulił. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi. Zazdrościły mi go wszystkie koleżanki, jak im opowiadałam jaki to Piotrek jest wspaniały. Nasze uczucie było tak wielkie, że przysłaniało mi rzeczywistość. Nie pamiętam tego momentu przełomowego w moim myśleniu. Nie pamiętam, czy to było przez jakąś konkretną sytuację, ale nagle zaczęłam widzieć, a nawet nie wiem czy nie widzieć zbyt wiele. Zaczęłam widzieć, jak dziewczyny na ulicy się za nim oglądają oraz jak on czasem lustruje dziewczyny w klubie. Stałam się zazdrosna. Wcześniej też byłam zazdrosna, ale chyba tego aż tak nie okazywałam. Często dochodzi między nami do kłótni z tego powodu.

Najgorsze jest to, że nie potrafię sobie tego darować, choć wiem, że powinnam. No ale nie tylko ja jestem przyczyną oziębienia naszych stosunków. On też już nie był taki sam jak kiedyś. Po pierwszym roku naszego związku kwiaty pojawiały się tylko z powodu jakichś większych okazji, czyli przypominam sobie tylko moje urodziny. Gdy mówię mu, że mi smutno i źle, to albo to olewa, albo pisze jakieś głupoty. Oczywiście są dni, gdy jest super i miło, a nawet gdy czuję się jak dawniej, ale coraz częściej zdarzają się też takie, gdy mam ochotę tylko płakać. Nie mam pojęcia co się między nami dzieje. W sferze erotycznej też niejakie oziębienie. To już nie jest ta sama moc i namiętność co kiedyś. Robimy to, bo jest nam dobrze, choć z tym teraz też różnie bywa. Piotrek coraz częściej bywa milczący i ponury, a gdy pytam co się dzieje, to nie chce o tym rozmawiać. Mam czasem takie myśli, żeby zakończyć ten związek, ale wtedy przychodzą te dobre dni i znów czuję, że mnie kocha, że ja go kocham. I tak to wszystko się przeplata. 

Czytaj też: Złudna miłość

Skoro jestem z nim szczęśliwa tylko częściowo, to chyba nie jest najlepszy materiał na kogoś, z kim powinno się spędzić resztę życia… Ale znowu są takie dni, gdy czuję, jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Koleżanki mi mówią, że to nie jest żadna tragedia, tylko normalne wypalenie się związku. Tylko czy takie coś można odratować? I czy właściwie warto?

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+