Zabiłem ich...

Zabiłem ich

Mówią, że człowiek jest najgorszą zwierzyną na Ziemi. Może faktycznie są tacy ludzie, którzy są bezwzględni, kierujący się tylko własnym dobrem dążąc po trupach do celu i nie zważając na uczucia innych. A nawet na pewno są. Niestety są też ludzie, którzy są gorsi od zwierząt w swoich poczynaniach i mam tu na myśli ludzi biegających z siekierą i mordujących z premedytacją. Gdy słyszy się o tym w telewizji, to aż ciarki przechodzą. A gdy słyszymy o wypadku samochodowym? To już nie daje takich emocji… Nie daje emocji widzom, natomiast uczestnik przechodzi piekło… Zastanawialiście się kiedyś co przechodzi sprawca tego wypadku? 

Tyle się trąbi, aby nie prowadzić pod wpływem alkoholu. Tworzą różnego rodzaju kampanie i spoty reklamowe, ale każdemu się czasem zdarzy chwila słabości, za którą  czasem trzeba słono zapłacić. Ale zaczynając od początku.

Byłem z pewna dziewczyną już rok i naprawdę sądziłem, że jest to dziewczyna mojego życia. Tym bardziej, że będąc po trzydziestce ma się już takie nadzieje… No ale niestety, któregoś razu pokłóciliśmy się bardzo i zerwaliśmy pod wpływem emocji. Byłem niesamowicie wkurzony i moją pierwszą myślą był mój ulubiony bar parę kilometrów dalej. Wsiadłem do auta i pojechałem tam. Już samo wejście do niego podziałało na mnie kojąco, bo był to bar w stylu dzikiego zachodu. Sam fascynowałem się tym tematem od dziecka i czułem się tam naprawdę swojsko. Ten bar zawsze potrafił ukoić moje nerwy, ale nie tylko świetnym klimatem, ale również dobrymi trunkami. Tego dnia usiadłem przy barze i poprosiłem whisky. Zawsze miałem słabość do tego alkoholu… Podczas gdy tam tak siedziałem, dosiadła się do mnie pewna kobieta. Nie, nie była kurtyzaną. Zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że ona też ma problemy sercowe i postanowiła je nieco ukoić alkoholem. Postawiłem jej kilka kolejek i po jakimś czasie już oboje byliśmy nieźle wstawieni. Dogadywaliśmy się ze sobą wyśmienicie i nie chciałem, aby to się kiedykolwiek kończyło.

Pamiętam, że ona zaprosiła mnie do siebie mówiąc, że ma przygotowane wino na takie okazje jak ta. Zebraliśmy się i wyszliśmy z baru. Ona chciała iść pieszo, ale ja jej pokazałem mój samochód i powiedziałem, że tak będzie szybciej. Nie była przekonana, ale ja nalegałem. W końcu wsiadła. Ja byłem przekonany, że jestem w stanie prowadzić, że nic mi nie ma. No i ruszyliśmy. Drogi wcale nie pamiętam. W pamięci został mi tylko widok człowieka na mojej masce, drzewa i ciemność. Obudziłem się w szpitalu z małym wstrząśnieniem mózgu i złamaną ręką. Byłem w szoku i dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie co naprawdę się stało. Przyszła do mnie policja i zaczęli wypytywać. Dowiedziałem się od nich, że zabiłem dwie osoby. Nie potrafiłem przyjąć tego do wiadomości. Moja nowo poznana koleżanka umarła po przyjeździe do szpitala, a ten przechodzień, którego zebrałem z pobocza zmarł na miejscu zgnieciony między maską samochodu, a drzewem. Czekała mnie odpowiedzialność za to co się stało, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, co działo się we mnie. Zdałem sobie sprawę, że przeze mnie zginęły dwie, niewinne osoby. Więzienie przy tym było zwykłą sprawą, a wyrzuty sumienia najgorszą karą dla mnie. Wiele razy rozmyślałem o samobójstwie nawet, ale nigdy nie miałem na tyle odwagi. 

Wiele osób pewnie chciałoby mojej śmierci i nawet im się nie dziwię. Przeze mnie stracili bliskie osoby. W pełni ponoszę odpowiedzialność za ich śmierć. Tylko oni nie wiedzą, że życie z tą świadomością jest gorsze niż śmierć. Często miałem stany depresyjne i byłem zdania, że to ja powinienem być na ich miejscu. To ja powinienem umrzeć tam, bo oni byli niewinni. Ale niestety stało się inaczej i będę z tym piętnem zabójcy do końca życia.