Złudna miłość

Złudna miłość - Prawdziwe smutne historie

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja zawsze to wyśmiewałam, aż do momentu, gdy spotkałam go. Wiedziałam już wszystko. Z tego na pewno nie było ucieczki. Oboje o tym wiedzieliśmy. 

Tego dnia wszystko sprzymierzyło się przeciwko mnie. Miałam wrażenie, że to mój najgorszy dzień w życiu. Już po wyjściu z mojego mieszkania (a właściwie rodziców) na uczelnię, bo na szczęście miałam niedaleko, wdepnęłam w super niespodziankę, którą zostawił tutaj jakiś piesek, specjalnie dla kogoś, kto się bardzo śpieszy… Miałam dziesięć minut do zajęć, bo zaspałam tego dnia i tak wyszło. Wściekając się i przeklinając pod nosem wycierałam trampki o skrawek trawy pod drzewkiem. Nie bardzo miałam czas lecieć na szóste piętro przebrać buty. Rano nawet nie zdążyłam się namyślić jaka jest pogoda i co ubrać, więc zarzuciłam na siebie to co było na wierzchu, czyli jakieś krótkie spodenki i stary t-shirt. Chyba zostały z poprzedniego dnia, ale nie miałam czasu tego analizować. Dopiero gdy wyszłam na dwór zorientowałam się, że nie jest najodpowiedniejszy ubiór na ten dzień. Słońce w prawdzie było, ale prześwitywało przez ciężkie, ciemne chmury. Pewnie byłoby mi zimno, ale tak szybko szłam na uczelnię, że się rozgrzałam. Poza tym gotowałam się z wściekłości na tego, kto zostawił gówno na chodniku… 
Tak więc udało mi się nie spóźnić za bardzo. Jakieś dwie minuty po zamknięciu drzwi pojawiłam się w środku, zdyszana i cała czerwona usiadłam na samym tyle. Miałam cichą nadzieję, że zauważyło mnie jak najmniej osób. Przez cały wykład miałam wrażenie, że czuć ode mnie to w co wdepnęłam. To pewnie nie było tylko wrażenie… Po zakończeniu wykładu wyszłam jako pierwsza i szybko wydostałam się na zewnątrz. Postanowiłam wracać do domu, bo na reszcie wykładów nie zależało mi tak bardzo. Wybiegłam wprost w strugi deszczu. Oczywiście nie miałam parasola, więc ruszyłam do domu. Po dwóch krokach wyglądałam już jak zmokła kura. Wtedy podszedł do mnie parasol, a pod nim chłopak. Chłopak osłonił mnie tym parasolem i sam zaczął moknąć. Gdy na niego spojrzałam to się tak uroczo uśmiechnął, mi zmiękły kolana. Stwierdziłam, że oboje się zmieścimy pod tym parasolem. Chciałam być blisko niego. Tak więc zaczęła się nasza znajomość. Odprowadził mnie do domu, a ja po drodze modliłam się w duchu, aby to gówno na butach nie zaczęło śmierdzieć… Przed moim blokiem wziął mój numer i się rozstaliśmy.

Miałam w brzuchu motyle jak jakaś gimnazjalna nastolatka. Następnego dnia wstałam pół godziny wcześniej, żeby się wyszykować,  jakbym miała go znowu zobaczyć. Tak, trochę głupie, skoro dzień wcześniej widział mnie w opłakanym stanie, ale chciałam zatrzeć to pierwsze wrażenie. Tamtego czasu byłam szczęśliwa i beztroska. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej, aż zaczęliśmy tworzyć związek. Michał był dla mnie jak ideał: pracowity, z poczuciem humoru, troskliwy, romantyczny i na dodatek przystojny. Zakochałam się bez pamięci z przeświadczeniem, że on czuje to samo. Sądziłam, że łączy nas jakaś więź. On zawsze wiedział czego chcę i czego oczekuję. Potrafił mnie miło zaskoczyć, np. gdy zabrał mnie o północy na takie wzniesienie, aby pooglądać gwiazdy. Zabierał mnie do kina i do kawiarni. Po pół roku związku doszło między nami do zbliżenia. Było niesamowicie… Tak jak to sobie wyobrażałam wiele razy. miałam wrażenie, że jesteśmy parą idealną, a nasza miłość jest nie do opisania. Myliłam się. Można było ją opisać jednym słowem: złudzenie. Wszystko pękło jak jakaś bańka mydlana. Skończyła się sielanka. Zaczęliśmy się kłócić o wszystko. Rozstawać i znowu schodzić. W końcu okazało się, że zdradził mnie z taką pustą laską z mojego roku. To przeważyło szalę. To był koniec. Całe moje szczęście runęło w gruzach. Wszelkie plany na przyszłość to była już tylko przeszłość. Serce mnie bardzo bolało, bo naprawdę myślałam, ze go kocham. 

Gdy otrząsnęłam się z tego wszystkiego dotarło jednak do mnie, że to nie było to za co to uważałam. Pozbierałam się i skończyłam studia. Poznałam świetnego faceta i jestem szczęśliwie zakochana, ale nauczona przeszłością, niczego nie planuję. Michał nadal czasem zaprząta mi głowę, ale udaje mi się go wygonić. Pamiętajcie, że jak nie ten to inny. Nie można użalać się nad jednym, bo za rogiem może czekać kolejny. Tym bardziej, jeśli wiadomo, że ktoś nie jest ciebie wart… :)

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+